Kup Magazyn Gitarzysta

Absence - Blindead

Absence

Wykonawca:

Blindead

9 /10

Na nową płytę Blindead czekałem ze sporym zainteresowaniem, ale i pewnymi obawami. Czy słusznymi?

Zespół przeszedł w okresie po wydaniu "Affliction XXIX II MXMVI" sporą transformację. I nie chodzi tylko o zmianę składu, do którego dołączył basista Mateo Bassoli. W ramach promocji wspomnianej płyty zauważyć można było pewne ciągotki muzyków do łagodzenia brzmienia, o czym świadczyły - dodajmy bardzo udane - koncerty akustyczne czy eksperymentalny wspólny występ z postrockerami z Tides from Nebula na Off Festival 2012.

Powyższe miało wpływ na powstający materiał grupy. Od razu ostrzegę więc tych, którzy nawinie oczekiwali po nowej płycie Blindead powrotu do sludge’owych początków rodem z "Autoscopia - Murder in Phazes". "Absence" brzmi jakby grał na niej zupełnie inny zespół. Patryk Zwoliński, co nieśmiało zapowiedział już na "Affliction", ostatecznie porzucił growle na rzecz czystego śpiewu (w czym wspomaga go także Mateo), zaś instrumentaliści napisali najbardziej przystępne utwory, jakie dotąd wydane zostały pod szyldem Blindead. Przede wszystkim w miejsce dusznej atmosfery pojawiła się przestrzeń i sporo melodii, których nie powstydziliby się nawet muzycy Tides from Nebula.  

W zaskoczenie wprawia już pierwszy na setliście "a3". To depresyjna kołysanka, która choć nie definiuje trafnie całości, pokazuje, że akustyczne występy miały na Blindead spory wpływ. Przyznam, że nie byłbym rozczarowany, gdyby formacja rozwinęła tego typu stylistkę na kolejnym wydawnictwie. Tym bardziej, że utrzymany w podobnym klimacie wieńczący całość "a7bsence" wywiera na słuchaczu podobne, duże wrażenie.  

Pozostała część materiału przypomina już, że grupa wywodzi się z metalowego środowiska, choć i tak tym razem Blindead pokazuje, że ma dużo szersze zapatrywania muzyczne niż można było wnioskować z wcześniejszych wydawnictw. Przede wszystkim sporo tutaj odniesień do Katatonii i post rocka (czyżby wpływ wspólnych jammów z Tides from Nebula?), ale także mniej śmiałe inspiracje rockiem progresywnym. Eklektyzm potęguje mnogość zastosowanych instrumentów. Poza podstawowym składem kapeli pojawiają się tutaj także muzycy grający m.in. na klarnecie, skrzypcach, wiolonczeli czy saksofonie.

Osobną kwestię albumów zespołu pozostaje zawsze warstwa tekstowa. Tym razem - jak sam przyznaje jej autor Patryk Zwoliński - mniej mamy oczywistości jak w przypadku poprzedniego krążka. Koncept opowiada historię opartą na listach, jakie bohater otrzymuje od zmarłych osób. Zakończenia nie zdradzam, ale od razu dodam, że całość kończy się bardziej zaskakująco, niż odbiorca może początkowo przypuszczać…

"Absence" jest albumem na nowo definiującym Blindead. Zespół na dobre chyba pozbywa się po nim łatki "polskiego Neurosis" i po raz kolejny pokazuje, że jest grupą poszukującą oraz stale się rozwijającą, której każda kolejna płyta może być zaskoczeniem. Osobiście czekam na kolejne kroki formacji.

Jacek Walewski

Zdaniem Marcina Czostka:


Po udanym "Affliction XXIX II MXMVI" trójmiejski zespół powraca z kolejnym koncept albumem. Jeszcze przed pierwszym odtworzeniem nowego krążka zastanawiałem się czy kapela pobije swoje poprzednie dokonania, które zostały docenione przez fanów oraz krytyków m.in. nominacją do Fryderyka.

Tematem przewodnim płyty są treści listów, które otrzymuje bohater opowiadania. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że są to wiadomości od zmarłych bliskich głównej postaci. Listy opisują w sposób retrospektywny relacje między żywym a zmarłym, jednocześnie niosąc ze sobą pośmiertne przemyślenia. Dodatkową ciekawostką są tytuły poszczególny utworów. Dość tajemnicze połączenie liter oraz cyfr to nic innego jak współrzędne grobów na cmentarzu  (s1 - kwatera "s" rząd "1").

Przechodząc do warstwy muzycznej należy wspomnieć, że na płycie znalazło się znacznie mniej metalowego pierwiastka, który został zastąpiony znacznie lżejszymi dźwiękami (gościnnie pojawiają się m.in. Jerzy Mazzolla na klarnecie basowym czy Rafał Wawszkiewicz na saksofonie), elektroniką czy efektami jak np. odgłosy chodzenia po śniegu. To samo dotyczy wokalisty zespołu - Patryka Zwolińskiego. W utworach nie uświadczymy już tyle krzyków/wrzasków jak chociażby na "Affliction XXIX II MXMVI". Wydaje mi się, że nie ma sensu spoglądać na każdą kompozycję z osobna, ponieważ "Absence" to płyta, którą trzeba odsłuchiwać jako całość. Dodatkiem dla słuchacza są zawarte we wkładce cytaty takich osobistości jak Jan Kochanowski, Edgar Allan Poe czy Fryderyk Nietzsche, które mają pomóc w zrozumieniu warstwy lirycznej poszczególnych utworów. Teksty oraz muzyka współgrają ze sobą w tak niesamowity sposób, że słuchając albumu i jednocześnie trzymając w rękach teksty, mamy wrażenie jakbyśmy czytali książkę. Bardzo wciągającą i intrygującą powieść.

Za produkcję materiału, którą zarejestrowano w Custom34 Studio w Gdańsku, odpowiadał tym razem Włoch Riccardo Pasini współpracujący wcześniej z takimi formacjami jak The Secret, Ephel Duath czy At The Soundawn. Dodatkowo należy wspomnieć o zmianach personalnych ekipy z Trójmiasta, ponieważ do składu dołączył włoski basista Matteo Bassoli (znany z At The Soundawn), udzielający się na nowym longplayu zarówno instrumentalnie jak i wokalnie.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że Blindead potrafił utrzymać poziom poprzedniej płyty. Stworzyli kolejne dzieło, które na pewno zaspokoi apetyt dotychczasowych fanów oraz przyciągnie nowych, niezaznajomionych z wcześniejszymi dokonaniami zespołu. Jak dla mnie (zapewne nie tylko) to zdecydowanie płyta roku. Mam nadzieję, że przynajmniej tym razem zostaną docenieni przez bardziej doświadczoną grupę krytyków niż ja.

10/10

Marcin Czostek