Kup Magazyn Gitarzysta

Wyjdź - Sebastian Riedel & Cree

Wyjdź

Wykonawca:

Sebastian Riedel & Cree

Gatunek:

Rock

6 /10

Prawdziwi rockmani nie lubią pośpiechu, a ich największe dzieła powstawały najczęściej z natchnienia, a nie na zawołanie.

Nie inaczej jest z polskimi rockmanami, wśród których Sebastian Riedel zajmuje ważne miejsce. Ostatnio jednak Riedel i jego zespół Cree, stali się częścią wytwórni, która oprócz muzyki, dba również o dobrą sprzedaż swoich płyt. Jak pokazuje przykład najnowszej, pod tytułem "Wyjdź", nie zawsze to niestety idzie w parze.

Drobne zmiany wizerunkowe w zespole Cree widoczne są już od dłuższego czasu. Mniej więcej w okresie, gdy zespół podpisał kontrakt z wytwórnią Universal, zmienił nazwę na "Sebastian Riedel & Cree". Wówczas  ukazał się dość dobry, studyjny album "Diabli nadali". Rok później mamy do czynienia z kolejną płytą. Wydaje się, że to dość szybkie tempo, jak na zespół o mniejszej częstotliwości fonograficznej i faktycznie odbiło się to znacznie na poziomie wydawnictwa. Większość utworów brzmi mało pomysłowo i bardzo wtórnie. Siłą napędową Cree i wszystkich zespołów rockowych o bluesowych podłożu są riffy i melodie. Na "Wyjdź" trudno znaleźć takie, które utkwiłyby w pamięci na dłużej, a szczególnie nie przypominały podobnych i znacznie lepszych motywów z poprzednich albumów. Sporo tu też eksperymentów w postaci mało wyrazistego reggae w "Być nie mogę", czy punk rockowej "Halucynacji". Bez zastrzeżeń pozostaje oczywiście gra zespołowa, partie instrumentalne i rzadkie partie solowe. Sebastian Riedel śpiewa znakomicie, co też nie powinno zaskakiwać.

Kolejną sprawą jest brzmienie. Z pewnością jest ono profesjonalne, wszak pracował nad nim sztab fachowców, w tym zagranicznych. Brakuje jednak w nim tego pazura, jakże charakterystycznego dla Cree. Jest ono zbyt wygładzone, czasem nawet zbyt pop - rockowe, co tłumi doznania muzyczne.

W żadnym wypadku nie można twierdzić, że najnowsza płyta w dorobku Cree jest kiepska. Słucha jej się przyjemnie i parę momentów zapewnia przyspieszony puls. Jest ich natomiast stanowczo za mało, porównywalnie z poprzednimi wydawnictwami, które po prostu przyćmiły obecne dokonania grupy.

Kuba Chmiel