Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Hesitation Marks

Hesitation Marks - Nine Inch Nails

Hesitation Marks

Wykonawca:

Nine Inch Nails

7 /10

Trent Reznor to kłamczuszek, ale w tym wypadku możemy jego drobne grzechy puścić płazem. Mówił, że Nine Inch Nails nie powróci, a tymczasem kapela serwuje nam w pełni wartościowe dzieło.

Fani już dawno otarli łzy po oświadczeniu Trenta, że raz na zawsze zamknął rozdział swojego życia pod tytułem "Nine Inch Nails", spodziewali się, że teraz skoncentruje się na dziesiątkach projektów, które realizuje gdzieś na boku oraz że teraz jego głównym zespołem zostanie How To Destroy Angels. Gdy już przyzwyczaili się do nowej rzeczywistości, Nine Inch Nails ni stąd, ni zowąd wróciło. Cieszmy się wszyscy!

Tym bardziej, że "Hesitation Marks" nie jest jakimś tam półproduktem, będącym eksperymentem w rodzaju odlotów "Ghost I-IV", czy rozdawanego za darmo "The Slip", a skończonym materiałem, które śmiało może stanąć na półce obok najważniejszych wydawnictw formacji. Oczywiście, proszę potraktować to z odpowiednim dystansem, wszak Trent sam śpiewa w "Copy of A": "Jestem tylko kopią, wszystko co mówię, ktoś już powiedział." Oczywiście jest w tych słowach spora dawka ironii, ale też nie sposób nie zauważyć, że "Hesitation Marks" to po prostu zbiór dotychczasowych doświadczeń i inspiracji muzyka, zebranych na jednym krążku.

Mamy tu więc śmiałe sięgnięcie do początków Nine Inch Nails i syntetycznego, mechanicznego brzmienia opartego na zapętlonym bicie i gęstej elektronicznej poświacie - najlepszymi przykładami są tu niesamowicie przebojowe numery "Came Back Haunted" i "Copy Of A". W "Find My Way" Reznor uroczo nurza się w gęstym, zadymionym trip-hopie, a w "Disappointed" wybiera się w rejony synth popu. Nie zabraknie oczywiście mocniejszych gitarowych uderzeń - te uświadczymy chociażby we wspaniałej drugiej części "I Would For You" czy w nad wyraz radosnym "Everything", któremu najbliżej z tego zestawu do poprzedniego krążka kapeli.

"Hesitation Marks" okazuje się więc bardzo przyzwoitym materiałem przekrojowym. Typuję, że Reznor doszedł do wniosku, że wydawanie płyty "The Best Of" mu nie przystoi, postanowił więc nagrać album, na którym w skondensowany sposób zaprezentuje wszystkie swoje oblicza. Słuszna to zagrywka i co najważniejsze - udana.

Jurek Gibadło