Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Jan Gałach And Friends

Jan Gałach And Friends - Jan Gałach

Jan Gałach And Friends

Wykonawca:

Jan Gałach

Gatunek:

Blues

7 /10

Aż miło patrzeć na takich muzyków, jak Jan Gałach. Jego najnowszy krążek to dowód dojrzałości i ogromnej świadomości artystycznej multiinstrumentalisty.

Gałach ma dopiero 29 lat - to w bluesie wciąż wiek właściwie szczenięcy - ale nie przeszkodziło mu to zagrać na wielu polskich i zagranicznych festiwalach i zgarnąć mnóstwo nagród, o wzięciu udziału w nagraniach wielu płyt nie wspominając. Najnowsza, sygnowana nazwą Jan Gałach And Friends to kolejne potwierdzenie, że nie mamy do czynienia z przypadkiem. Pochodzący z Katowic muzyk jest po prostu nieprzeciętnie utalentowany.

Głównym instrumentem Gałacha są skrzypce, ale bardzo mnie cieszy, że ich brzmienie zbyt często nie góruje nad kompozycjami. Owszem, w kilku utworach odgrywają one główną rolę (m.in. "Angol"), ale w pozostałych są sprytnie ukryte w miksie, jedynie uzupełniają piosenki - i takie ich użycie najbardziej mi odpowiada. Tym bardziej, że Jan nie musi chwalić się tylko grą na nich - w końcu jest autorem wszystkich numerów, w których gra także na gitarze, basie, klawiszach czy cajonie i ze wszystkimi tymi instrumentami radzi sobie świetnie. Również jest bardzo elastyczny, jeśli chodzi o gatunki - na "Jan Gałach And Friends" uświadczymy więc bluesa, fusion, rythm and blues czy country. Wydaje mi się, że w tym ostatnim stylu autorowi jest najmniej do twarzy, bo jego "Kantrowiec" trąci myszką, jest raczej ciekawostką, niż utworem z prawdziwego zdarzenia, do którego będzie się chciało wracać.

Takim numerem z pewnością jest za to "Trójkącik", znakomita miłosna ballada, w której wokalnie udziela się świetna Karolina Cyganek, a Gałach prezentuje tu swój cały gitarowy kunszt, subtelnie pieszcząc akustyka, by w finale popisać się grą slide. Podobać się może także rozpędzony w pierwszej części "Połamaniec", który w drugiej przeradza się rasowe bluesidło ubarwione znakomitym śpiewem Mariusza Korczyńskiego.

A co mi się na "Jan Gałach And Friends" nie podoba? Teksty (oprócz wspomnianego "Trójkącika). Gdy wysłuchuję kolejną bluesową opowieść o kacu, w dodatku podaną w tak zgrany sposób, jak w "Pitu Pitu", to krew mnie zalewa i mam zamiar strzelać do twórcy liryku. Zaś nadanie innemu numerowi tytułu "Rock'n'roll i ch…" to już prawdziwe kuriozum. Takie deklaracje może nam składać Lemmy Kilmister zaraz po tym, jak obali butelkę whisky, wydaje mi się natomiast, że od bluesa wymaga się nieco większej klasy i wrażliwości. Gałach, pewnie niezamierzenie, naraża się tu na śmieszność…

Ale dość zrzędzenia! Krążek "Jan Gałach And Friends" to bowiem kawał dobrej muzyki, bardzo dobrze zagranej, zaaranżowanej i brzmiącej, nad wyraz spójnej jak na spory rozstrzał stylistyczny. Jan Gałach nie po raz pierwszy udowadnia tu, że - nie przesadzam - jest w tym momencie czołowym polskim muzykiem i mam nadzieję, że pisana mu jest międzynarodowa sława. Powodzenia!

Jurek Gibadło