Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Fire Within

Fire Within - Birdy

Fire Within

Wykonawca:

Birdy

Gatunek:

Pop

8 /10

Jasmine van den Bogaerde, kryjąca się za pseudonimem Birdy, ma już na koncie jedno wydawnictwo. Niedawno na rynku pojawiła się pierwsza w pełni autorska płyta nastolatki z Anglii.

Jej debiutancki krążek wypełniony był, z jednym wyjątkiem, coverami m.in. The National, Bon Iver, The Postal Service czy The XX. Muszę przyznać, że chwalić Birdy można nie tylko za muzyczny gust.

Kiedy miałem piętnaście lat ganiałem za piłką i dziewczynami, słuchałem Morbid Angel i chodziłem na imprezy. Słowem korzystałem z życia. Złamane serce? W wieku piętnastu lat rany goją się bardzo szybko. Birdy w tym samym wieku miała już na koncie wygrany talent show i album, który podbijał świat. Kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy byłem przekonany, że słucham dojrzałej kobiety z niemałym bagażem doświadczeń życiowych. Byłem zdumiony, że z głośników płynie głos nastolatki. Co więcej, jej wersje znanych indie kawałków były bardziej nastrojowe i smutne od oryginalnych. Przykładem choćby moje ulubione "Shelter" (The XX).

Jak wspomniałem, "Fire Within" jest już w pełni jej autorskim dziełem. Ciężko powiedzieć, że to egzamin dojrzałości dla siedemnastoletniej dziś van den Bogaerde, gdyż odnoszę wrażenie, że ma go już dawno za sobą. Bez wątpienia jednak Birdy wciąż szuka swojej tożsamości muzycznej, czegoś, co byłoby wyłącznie jej. Choć wszystkie utwory napisała sama, w nadaniu im ostatecznego szlifu pomagała jej grupa producentów i muzyków. Ludzie znani ze współpracy z Mastodon, The Mars Volta, Adele czy czołówką grime'u jak Kano, Sway czy Wiley. "Fire Within" brzmi mimo tego spójnie, a Birdy odnajdujemy tam, gdzie czuje się najlepiej. W stonowanych, nastrojowych, wyciszonych kompozycjach z pogranicza indie folku i popu.

"Wings" poszło na pierwszy ogień i specjalnie mnie to nie dziwi. Taki numer mógłby znaleźć się w repertuarze np. Coldplay, gdyby ci nie zapomnieli jak się pisze dobre popowe kawałki. Niespieszne tempo, dużo przestrzeni i fortepianowe brzmienie wypełniające utwór. Właściwie post-rockowa gitara w tle, a nad wszystkim góruje niepowtarzalny wokal Brytyjki. Znajdziemy na "Fire Within" i balladę w postaci "Heart Of Gold", i żywsze "Light Me Up", w którym pobrzmiewają echa Florence And The Machine, są półakustyczne folkowe numery jak znakomite "Words As Weapons", wreszcie monumentalny popowy "Standing In The Way Of The Light". Zresztą tego rodzaju utwory dominują na krążku, prym wiedzie akustyczna gitara, fortepianowe brzmienie, perkusja do tego szczypta elektroniki czy jakieś smyczki. Wszystko zagrane na dużej przestrzeni, bez natłoku dźwięków. Tak naprawdę dla Brytyjki drogowskazem wydaje się być nieco starsza Adele, a największym atutem jest jej głos.

Ta nastrojowa, refleksyjna w swej naturze płyta ma tylko jedną wadę. Brak oryginalności. Odnoszę wrażenie, że to kolejne wydawnictwo Birdy z coverami. Tu i ówdzie słychać inspiracje tym czy innym artystą/artystką. Birdy nadrabia jednak braki całkowitą bezpretensjonalnością i autentycznymi emocjami zawartymi w muzyce. Co więcej, bez względu na to, kim się inspiruje, te piosenki są po prostu dobre i z dużym wyczuciem zaaranżowane. Owszem, wciąż mówimy tu o popowej płycie, jednak nie jest to jakiś pierwszy lepszy plastykowy produkt czy sezonowa gwiazdka. Co do tego jestem przekonany. W tej dziewczynie jest ogień. Musi jeszcze tylko odnaleźć swoją muzyczną tożsamość, żeby w Birdy więcej było Birdy. Ocena może nieco na wyrost, ale potencjał jest. Nieprzeciętny. I szczerość, a ta w muzyce jest nie do przecenienia.

Album jest dostępny w dwóch wersjach, podstawowej zawierającej jedenaście tracków oraz deluxe z dodatkowymi czterema i warto zaopatrzyć się w ten drugi, gdyż nie są to jakieś wypełniacze. Wolałbym usłyszeć w wersji podstawowej którykolwiek z bonusów zamiast np. "Maybe".

Sebastian Urbańczyk