Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Scar The Martyr

Scar The Martyr - Scar The Martyr

Scar The Martyr

Wykonawca:

Scar The Martyr

8 /10

Od momentu, kiedy Slipknot w pewnym sensie zawiesili swoją działalność, fani kapeli z Iowa wciąż mogą liczyć na poboczne projekty jej członków.

Corey Taylor oraz James Root od dłuższego czasu działają w szeregach Stone Sour, który może się pochwalić już czterema albumami, Sid Wilson prowadzi karierę solową jako DJ Starscream, natomiast Shawn Crahan jest liderem zespołu Dirty Little Rabbits.

Nie gorszy od nich jest perkusista Joey Jordison, którego poboczne fuchy naprawdę trudno zliczyć. Z tych najważniejszych należy wymienić Murderdolls, współpracę z Robem Zombie czy wspieranie Korn. Do tego wszystkiego można dodać najnowszy projekt, a mianowicie Scar The Martyr, tworzący rocka z elementami industrialu i postpunka. Do współpracy Jordison zaprosił nie byle kogo, ponieważ w składzie możemy znaleźć znanego ze Strapping Young Lad Jeda Simona, kolejnego gitarzystę Kris Norrisa (ex-Darkest Hour) oraz udzielającego się na klawiszach Chrisa Vrenna z Nine Inch Nails. Dodajmy producenta Rhysa Fulbera, który wspomagał tak uznane nazwy jak Fear Factory czy Rob Zombie i mamy gotowy zestaw hitów. Czy aby na pewno?

Weźmy na początek singlowy "Blood Host". Pulsujący bas na wstępie, ciężkie gitary przywodzące na myśl macierzystą formację Jordisona oraz fenomenalny wokal Henry'ego Dereka, którego nazwisko jest najmniej znane z całego zespołu. Zdecydowanie tak być nie powinno, ponieważ gardłowy Scar The Martyr może pochwalić się naprawdę świetną barwą głosu, kojarzącą się momentami z Corey’em Taylorem. Ciekawie prezentuje się melodyjny, balladowy "White Nights In a Day Room", który w pełni prezentuje potencjał kapeli. To typowy radiowy przebój z zapadającym momentalnie w pamięć refrenem. Na uwagę zasługuje także zamykający album "Last Night on Earth". Ten ponad ośmiominutowy kolos rozpoczynający się mrocznymi klawiszami, momentalnie przechodzi w powolny riff, który jest motywem przewodnim całej kompozycji. Znajdziemy też tu świetną solówkę oraz chwilowe przyspieszenia nie pozwalające słuchaczowi na chwilę znudzenia. Zespół przesadnie nie kombinuje, co czasami może skutkować chwilową monotonią, aczkolwiek nikt tu ziewać nie powinien, ponieważ utwory ze "Scar The Martyr" wciąż ostro prą do przodu.

Debiutancki album Scar The Martyr to naprawdę kawał dobrej muzyki. Brakuje mi jedynie specyficznego pierwiastka, dzięki któremu zespół mógłby wyraźnie wyróżnić się z grona kapel grających w podobnym klimacie. Pomimo tego, iż znajdziemy tu sporo świetnych kawałków, album pozostawia pewien niedosyt, który trudno wytłumaczyć. Może wynika on ze zbyt dużej ilości muzyki na rynku, może z mało oryginalnego stylu… Nieważne. Najważniejsze jest to, że Amerykanie stworzyli naprawdę świetną płytę, do wielokrotnego odsłuchu.

Marcin Czostek