Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Infinitas

Infinitas - Circles

Infinitas

Wykonawca:

Circles

8 /10

Australijska grupa Circles, czyli jeden z  moich ulubionych zespołów nowej fali progresywnego metalu czy też djentu, raczy nas wreszcie swoim debiutanckim pełnym albumem.

Po co najmniej rozbudzającej apetyt na takie granie EP "The Compass", długograj, wydany oczywiście w barwach bardzo dobrze czującej trendy i wyszukującej nietuzinkowych artystów Basick Records, to jedno z najlepszych wydawnictw w tym gatunku, które ujrzały światło dzienne Anno Domini 2013.

Album zawiera dwanaście premierowych kompozycji raczej luźno utrzymanych w djentowej konwencji. Matematyczne łamanie metrum, gęsta praca perkusji oraz ogrom zmian nastrojów z naciskiem na te "jasne" i "pozytywne", robią wielkie wrażenie na słuchaczu, a jako że mało który taki zespół (bo ich lwia część to jednak instrumentalne projekty) może pochwalić się takim wokalistą, tym bardziej impresje związane nie tylko z wokalizami Perry’ego, ale z samą muzyką (najciekawszą, kiedy panowie wykraczają poza metalowe i ambientowe środowisko) ulegają spotęgowaniu.

Spośród tuzina utworów najbardziej przemawia do mnie - począwszy od otwierającego krążek, lekko orientalnego "Erased" - aż piątka, zasługująca na zaszczytne miano prog metalowych hitów. Singlowe i zapowiadające album "Another Me" jakiś czas temu dało obraz tego, czego możemy oczekiwać po tym wydawnictwie. Apetyt został rozbudzony, choć teraz, po paru odsłuchach "Infinitas" uznaję ten numer za jeden z prostszych. Nie zmienia to jednak faktu, że na tle reszty, głównie za sprawą "refrenu", znacząco się wyróżnia.

Numer trzy w zestawieniu to brutalny i bardzo agresywnie, jak na Circles, podsycony metalcore’owym ciężarem "Ground Shift". Miejsce czwarte i piąte należy do niemalże zespolonych ze sobą i następujących po sobie "The Signal", kupującego słuchacza klimatem arabskiego folku i "Verum Infiniti" - siedmiominutowego kolosa, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na płycie Periphery lub Uneven Structure. Ten wielotematyczny, doskonale zaaranżowany i porażający intensywnością (zwłaszcza w drugiej połowie)  potwór to najlepsza rzecz jaką zespół kiedykolwiek spłodził i nie zdziwię się, jeśli to właśnie za ten numer pokochają ich zastępy tech-prog-metalowych geeków męczących swoje gryfy dniem i coraz dłuższą nocą.

Grzegorz "Chain" Pindor