Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Dark Roots Of Thrash

Dark Roots Of Thrash - Testament

Dark Roots Of Thrash

Wykonawca:

Testament

8 /10

Testament, jak na bardzo aktywny koncertowo zespół, nie rozpieszcza swych fanów nadmiarem wydawnictw DVD.

Pomijając bardziej niż ubogą w treść kasetę VHS "Seen Between the Lines", wznowioną swego czasu na DVD, oraz serię oficjalnych bootlegów (nawiasem mówiąc, w większości bardzo dobrych - warto na nie zapolować), wydawanych przez kapelę w czasie długiej wydawniczej przerwy po premierze "The Gathering" (1999), "Dark Roots of Thrash" to dopiero drugi tego typu album. Pierwszy, "Live in London", ukazał się w 2005 roku, chwilę po powrocie do składu Alexa Skolnicka. Testament był wówczas w rewelacyjnej formie, odgrywał wyłącznie najstarsze klasyki, a powrót niemal oryginalnego składu na scenę dopełnił wtedy wyjątkowy występ Louie Clemente, od lat będącego na muzycznej emeryturze, który zagrał mniej więcej połowę setu londyńskiego koncertu.

"Dark Roots of Thrash", wydany w pięknym steelbooku, zawierającym również dwa krążki audio, to zupełnie inny typ koncertówki, dokumentujący - również pod względem technicznym - inną epokę i prezentujący zespół na innym etapie muzycznej kariery. Dwa nowe, dobrze przyjęte albumy na koncie, kolejne trasy, zadomowiony na dobre Skolnick, który najwyraźniej świetnie czuje się w szeregach Testament, a także - pewne rzeczy się nie zmieniają - gorące krzesełko, czyli ciągła rotacja wśród bębniarzy kapeli, zgodnie z hasłem, nowa płyta - nowy perkusista. Tym razem za zestawem zasiadł wyraźnie odchudzony Gene Hoglan, który zarejestrował partie bębnów również na "Dark Roots of Earth" z ubiegłego roku.

Właśnie promocji tego albumu poświęcony był koncert w Huntington, zarejestrowany na potrzeby recenzowanego DVD. W setliście nie zabrakło zatem kawałków z tej płyty, jednak Amerykanie nie zapomnieli także o starszych materiałach, koncentrując się przede wszystkim na "Legacy" i "New Order", ale też wyjątkowo odważnie sięgając po "The Gathering" i odgrywając z niego aż cztery kompozycje. W rezultacie "Dark Roots of Thrash" to całkiem udane wyważenie starszego i nowszego okresu w twórczości Testament, ale oczywiście, jak to zwykle bywa w przypadku zespołów o znaczącym dorobku płytowym, pełna setlista prawdopodobnie nie jest w stanie usatysfakcjonować nikogo w stu procentach.

Nowe czasy widać również w warstwie wizualnej "Dark Roots of Thrash". Materiał nakręcono tuzinami kamer, zmontowano bardzo dynamicznie, momentami wręcz teledyskowo. Zespół i publiczność uchwycone są setkami ujęć, ze środka, z góry, z dołu, z boku i z podskoku. Obraz często wędruje na przykład na gryf Skolnicka, który w swoim stylu, trzymając gitarę pionowo, jedna za drugą odgrywa soczyste solówki. Skolnick na spółkę z Chuckiem Billy są zresztą głównymi aktorami tego wydarzenia, i jeśli na przykład chcielibyście przyjrzeć się pracy Grega Christiana, bardzo skutecznie chowającego się po kątach, musicie zaczekać na inną okazję.

Pod względem realizacji "Dark Roots of Thrash" jest więc bardzo, a nawet za bardzo profesjonalne. Na tym właśnie polega zasadnicza bolączka tego wydawnictwa, podobnie zresztą jak większości współczesnych koncertowych DVD. Od dawna usiłuję zrozumieć, dlaczego ich producenci zabierają się za postprodukcję z przeświadczeniem, że koncert powinien brzmieć krystalicznie i perfekcyjnie niczym zarejestrowany w studio. To przecież dwa zupełnie różne światy, a przez tuszowanie rzeczywistości granica między nimi ulega coraz większemu zatarciu. Na taką właśnie przypadłość cierpi "Dark Roots of Thrash". Wokal Billy'ego, wszystkie riffy i solówki, każde uderzenie Hoglana, a kiedy trzeba, bulgotanie basu Christiana - całość brzmi tak idealnie, że aż nienaturalnie, by nie rzec - plastikowo. Pewną sztuczność podkreśla też, nie zawsze idealna, synchronizacja obrazu i dźwięku, co widać szczególnie wyraźnie na zbliżeniach frontmana, którego mimika rozjeżdża się z dźwiękiem. Bardzo nieznacznie, ale jednak. Tym sposobem, umyka sporo z koncertowego, szorstkiego feelingu, a widz ma raczej wrażenie obcowania z filmem oglądanym zza szklanej szyby, niż z autentycznym koncertem. Polecam więc złapać Testament na żywo przy najbliższej okazji, co nie zmienia jednak faktu, że "Dark Roots of Thrash", gdy widz już oswoi się z konwencją, to kawał świetnej roboty.

Szymon Kubicki