Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Resistance

Resistance - Winds of Plague

Resistance

Wykonawca:

Winds of Plague

Gatunek:

Deathcore

4 /10

Istnienie Winds of Plague jest dla mnie równie bezpodstawne, jak jedzenie parówek Sokołów lub kibicowanie niewłaściwemu klubowi w danym mieście.

W konfrontacji z jednym i drugim dochodzi do poważnego uszczerbku na zdrowiu i podobnie jest w przypadku kontaktu z podopiecznymi Century Media, którzy nadal nie wiedzą, czy chcą być bardziej epicką wersją Bleeding Through, czy może w końcu, po tylu latach, udowodnią, że są autentyczni w tym co robią i nikt im "nie podskoczy".

O ile jeszcze koncertowo Winds of Plague prezentuje się naprawdę dobrze - w końcu w składzie jest nie byle jaki wokalista (koks), świetna pani klawiszowiec i doskonale czujący takie rytmy perkusista - toteż chłosta - choć przeważnie dość ułomna i dziwnym trafem na siłę nakierowywana na hardcore (ogólny flow utworów) - w ich wykonaniu jest wyborna, a może nawet czasem pożądana.

Nie zmienia to jednak faktu, że nad studyjną odsłoną Winds of Plague - nawet gdyby zaprosili do wspólnych nagrań najlepszych gitarzystów i zarazem kompozytorów w tym gatunku - unosi się fatum ogólnej kompozycyjnej biedy. Nie pomagają zaproszeni goście (m.in. frontman The Acacia Strain), ani najlepsze jak dotąd partie "orkiestry" Pani Potocnik, ani kosmicznie dobra i pozostawiająca w tyle inne bandy produkcja. Po prostu, najzwyczajniej w świecie, te trzydzieści pięć minut spędzonych z Winds of Plague pozostawia słuchacza z jednym wielkim WTF wymalowanym na twarzy. Bo to ani penerski hardcore, ani symfoniczny metal, ani walący po pysku blastem deathcore. Rzecz dziwna i na dłuższą metę niestrawna.

Dodajmy do tego rip-off okładki Anthrax i cytowanie samych siebie (a to przecież czwarty album!) i wystawiona przeze mnie nota nie powinna nikogo dziwić.

Grzegorz "Chain" Pindor