Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Full Circle

Full Circle - Frank Marino Mahogany Rush

Full Circle

Wykonawca:

Frank Marino Mahogany Rush

Gatunek:

Rock

6 /10

Kanadyjski gitarzysta i wokalista Frank Marino swoją profesjonalną karierę muzyczną rozpoczął bardzo wcześnie. Już jako nastolatek założył zespół Mahogany Rush i w wieku 18 lat debiutował albumem "Maxroom".

Zanim skończył 21 lat miał na swoim koncie trzy płyty długogrające, z których najciekawszą, moim zdaniem, wydaje się być "Strange Universe". Nawiasem mówiąc na stronie internetowej (www.mahoganyrush.com) można online odsłuchać wiele albumów z jego dyskografii. Od najmłodszych lat Marino zafascynowany był Jimim Hendrixem, ale w żadnym razie nie można go zaliczyć do szerokiego grona kopistów Mistrza. Potrafił bowiem stworzyć swój własny gitarowy styl. Jego muzyczne zainteresowania są bardzo szerokie. Gra różne odmiany rocka w tym również hard i progressive, a także blues. W 1993 roku wycofał się z życia muzycznego. W jednym z wywiadów podał powód takiego kroku cytując słowa swojej żony: "Let’s go home and have kids. Let’s go have a different life now." Zachęcony licznymi prośbami fanów powrócił do grania pod koniec lat '90, ale jego aktywność koncertowa i wydawnicza była już znacznie mniej intensywna niż w tym pierwszym okresie.

Sukcesywnie na rynku pojawiają się wznowienia płyt z jego dyskografii. Takim to właśnie sposobem trafiła w moje ręce reedycja wydanego pierwotnie w 1986 roku "Full Circle". Materiał został poddany remasteringowi, zmieniona została okładka i dołożono jeden bonusowy utwór. Pomimo tych zabiegów wciąż jest to niestety "dziecko" lat '80. Piszę "niestety", bo czas paskudnie obszedł się ze stylistyką tamtych lat i to boleśnie słychać.

Frank Marino przygotował mieszankę swoich ulubionych gatunków muzycznych. Przeważają dynamiczne utwory rockowe czy wręcz hard rockowe, ale mamy też coś z progrocka ("Full Circle" mocno nawiązujący do ELP), prawie new-romantic ("Long Ago"), czy ballady ("Imagine", nudny "When Love Is Lost"). Dołożony do tego wydawnictwa spokojny, nastrojowy blues "You Got Me Runnin’" Jimmyego Reeda kompletnie nie pasuje do pozostałych utworów ale nie musi, bo to przecież bonus. Myślę, że dobrze się stało, że został dodany bo stanowi uzupełnienie szerokiego obrazu muzycznych zainteresowań Marino, jaki wyłania się z podstawowej części płyty. Przy okazji okazał się też jednym z lepszych na krążku, a co najważniejsze pozbawiony jest skazy lat '80. Jeżeli już wspominam o najjaśniejszych momentach to wypada wymienić "Had Enough". Na początku nieco hendrixowski w charakterze, ale piękna gitarowa solówka przywołuje raczej skojarzenia z Richie Blackmorem.

Gdyby jakimś cudownym filtrem oczyścić nagrania z przykrych naleciałości lat '80 wyszłaby z tego zupełnie przyzwoita płyta. Różnorodność stylistyczna, całkiem udane kompozycje, dobry poziom wykonawczy muzyków to z pewnością elementy przemawiające na korzyść "Full Circle". Tylko to zalatujące myszką brzmienie i produkcja....  

Robert Trusiak