Kup Magazyn Gitarzysta

Peace - Anders Osborne

Peace

Wykonawca:

Anders Osborne

Gatunek:

Rock

7 /10

Gdyby zrobić konkurs na najbardziej płodnego artystę, to z pewnością Anders Osborne zajmowałby wysokie miejsce.

Nie tylko bowiem od jakiegoś czasu wydaje płyty co 12 miesięcy, ale zdarza mu się to nawet dwa razy w roku. Niedawno ukazał się krótki, składający się z sześciu utworów minialbum "Three Free Amigos", lecz Anders Osborne na tym nie poprzestał i wydał jeszcze longplaya w pełnym tego słowa znaczeniu.

Anders Osborne przywracał już nie raz wiarę w jakość współczesnej muzyki gitarowej. Ten pochodzący ze Szwecji, a obecnie mieszkający w USA muzyk chętnie sięga po stare gitarowe brzmienia, by wkomponować je w niebanalne melodie. Czerpie wyraźnie z tradycji klasycznego, rockowego grania, wykorzystuje potencjał vintage rocka, ale zdecydowanie ciągnie go do piosenek. Jego najnowszy album jest niemal w całości piosenkowy, ale na szczęście udało mu się obronić tę konwencję. Na początku nie byłem przekonany do wygładzonych melodii, nieco tkliwych refrenów i ograniczonej gry instrumentalnej. Nie tego oczekiwałem po brodatym wikingu ze Szwecji, który już niejednokrotnie wydobywał ze swojej gitary ogniste, nordyckie riffy. Tu bliżej mu chyba do Johna Mayera, ale w przeciwieństwie do niego, Anders Osborne nie przesłodził swoich utworów. Wszystkie mają konkretny i wyraźny temat i na każdym kroku słychać, że jego autorowi bardziej zależy na utrwaleniu się w pamięci słuchaczy, niż zdobyciu serc nastolatek.

Do zdecydowanych zalet "Peace" należy jego różnorodność. Obok wspomnianych brzmień vintage, znajdziemy tu trochę transu w postaci "Let It Go". Następujący po nim "Windows" to już pop-rock z bardzo interesującym motywem i refrenem. W podobnym układzie zbudowana jest cała płyta, na której rockowe riffy wymieszane są z piosenkami pop-rockowymi, z przewagą tych drugich. Niektóre z nich zostają w głowie na dłużej, inne zupełnie do mnie nie przemawiają.

"Peace" nie należy do albumów, którym wystarczy jedno, niedbałe przesłuchanie. O jego wartości stanowi specyficzny klimat i momentami przebijający się autentyzm, dzięki któremu Anders Osborne kreuje swoje własne, niepowtarzalne brzmienie. Do pełnego wyrobienia opinii potrzebny jest przynajmniej drugi odsłuch, jednak podczas niego niechętnie wraca się do niektórych, zupełnie moim zdaniem zbędnych i nudnych kompozycji. Nie zmienia to jednak faktu, że jako całość "Peace" jest godny polecenia.

Kuba Chmiel