Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Tres Cabrones

Tres Cabrones - Melvins

Tres Cabrones

Wykonawca:

Melvins

7 /10

Wydawanie przez zespół z 30-letnim stażem dwóch płyt w ciągu jednego roku, mogłoby śmierdzieć bezczelnym odcinaniem kuponów. Na szczęście w przypadku Melvins nie ma mowy o takich zagrywkach.

Zespół Buzza Osborne’a już po raz drugi w tym roku raczy swoich fanów długogrającym albumem. Po zabawach z coverami na "Everybody Loves Sausages", tym razem dostajemy pełnoprawny, autorski materiał. Historia powstania płyty jest prosta. Zgodnie z tytułem spotkało się trzech starych drani: Buzz Osborne, Dale Crover (tym razem na basie) i po latach pierwszy perkusista grupy Mike Dillard, który nigdy nie nagrał z Melvins longplaya. Luźna formuła tworzenia tego materiału zdecydowanie udziela się słuchaczowi. To w połączeniu z charakterystycznym dla formacji poczuciem humoru i spora porcją fajnych muzycznych pomysłów daje płytę, której słucha się z przyjemnością.

O tym, że Melvins wciąż nie brakuje koncepcji na ciekawe kawałki przekonuje już otwierający "Dr. Mule", z czadowym beatem perkusji, przesterowanymi, wykręconymi riffami i dzikimi syntezatorami. Bardziej klasyczne podejście do tematu prezentuje singlowe "American Cow", z kapitalną brudną, garażową linią basu. Zabawnie wypadają Melvinsowe wersje klasycznych amerykańskich piosenek: "You’re in the Army Now" czy "99 Bottles of Beer". Jednak zdecydowanie najlepszym momentem albumu jest 9-minutowe "Dogs and Cattle Prods", które zaczyna się jako stoner-rockowa petarda, w połowie zwalniając w kierunku bardziej sludge-metalowych klimatów, a kończąc się brzmieniem akustyków. Oczywiście nie wszystkie eksperymenty na "Tres Cabrones" są tak udane ("Psychodelic Haze", "I Told You I Was Crazy", "Stump Farmer") nie zmienia to jednak pozytywnego odbioru krążka jako całości.

Wiadomo, że nie jest to płyta na miarę "Houdiniego" i za pewne tworząc ją Melvins takich aspiracji nie mieli. Jak dobrze byłoby jednak gdyby wszyscy którzy nazwani są "legendami" swoich gatunków, potrafiliby po 30 latach nagrać tak świeży i pełen radości z grania muzyki album jak "Tres Cabrones".

Maciej Pietrzak