Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Void Mother

Void Mother - Obscure Sphinx

Void Mother

Wykonawca:

Obscure Sphinx

Gatunek:

Post-metal

8 /10

Wszyscy zaufani, jak i Ci mniej zaufani dziennikarze muzyczni biją pokłony przed Obscure Sphinx. Masowa ekscytacja "Void Mother" wydaje się być darem od losu i rynku muzycznego.

Tyle, że ten "prezent" od pismaków dla muzyków stołecznej formacji, to tak naprawdę konsekwencja mocno skalkulowanego i konsekwentnego działania grupy. Tak naprawdę, przynajmniej dla mnie, to żadne zaskoczenie.

Czy doczekaliśmy się kolejnego towaru eksportowego? Możliwe, ale byłbym ostrożny w takich rozważaniach. Co prawda, grupa doskonale czuje się na deskach scen zagranicznych festiwali, ale na muzyczny podbój Europy mają jeszcze czas. Póki co, wyzwaniem jest Polska. Swoisty sprawdzian dla tej formacji, batalia z twardogłowymi metalheads, właśnie trwa. Trasa z Behemoth dowiedzie, czy nasz kraj gotów jest zrobić miejsce dla kolejnej kapeli po Vader, Hate, Antigama, Blindead i Decapitated, którą będzie się wymieniało jednym tchem jako "ten zespół, którego warto słuchać". Celowo piję do koncertów, gdyż sam jeszcze Obscure Sphinx nie widziałem, a biorąc pod uwagę niezwykle mocno dopracowany materiał, mam małe obawy, czy aby na pewno ten walec prezentuje się tak samo wybornie live, co na płycie.

Drugi pełny album warszawiaków to laurka dla całego post-metalowego uniwersum. Monstrualny, trwający ponad godzinę transowy i niezwykle interesujący krążek, który z pewnością docenią zarówno gatunkowi puryści, jak i poszukujący nowych wrażeń młodzi adepci metalowej sztuki. Rzecz wymagająca uwagi, skupienia, a nawet przemyśleń. Wokalnie to bez dwóch zdań najlepiej zrealizowany tegoroczny album, zresztą, drugiego takiego gardła (poza Weroniką Zbieg) w Polsce nie ma, więc Zosia pozostaje bez konkurencji. Nieważne, czy śpiewa (co jest nowością) czy drze się wniebogłosy. Ja ją kupuję taką jaka jest i krzyczę z rozpaczy razem z nią.

Brzmieniowo? Łukasz Dunaj zapytał ile strun w gitarach mają wiosłowi Obscure Sphinx. Trafna uwaga, ale zamiast rozkminiać, czy ten sound to dzieło samego rogatego albo utalentowanego lutnika, lepiej dać się bezpardonowo powalić na beton. Nergal powiedział kiedyś, że brzmienie "Apostasy" będzie kruszyć mury Jerozolimy. To dość osobliwe porównanie jak ulał pasuje do tego, co słyszymy na "Void Mother". Prog metalowi szaleńcy z djentowych kapel pewnie marzą o takim ciężarze. A jeśli nie, to zaczną, bo efekt pracy w studio jest godny pozazdroszczenia. Pod tym względem absolutnie żaden longplay w tym roku nie spuścił mi takiego lania.

Wady? Na moje ucho utwory są niestety za długie, i podskórnie czuję, że grupa - mimo pasma (zasłużonych) sukcesów - szybko się wypali i zacznie zjadać własny ogon. Oby nie, bo trzeci, maturalny album Obscure Sphinx powinien zawładnąć umysłami polskiej gawiedzi, a także międzynarodowego grona entuzjastów nie tylko tego co post, ale przede wszystkim muzyki przez duże M. Póki co, jest zaskakująco dobrze. Wolno, brutalnie, bez zbędnego komplikowani i bawienia się w czarowanie słuchaczy techniką. Gdyby Blindead rodził się na nowo, grałby jak Obscure Sphinx.

Grzegorz "Chain" Pindor