Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Shangri La

Shangri La - Jake Bugg

Shangri La

Wykonawca:

Jake Bugg

Gatunek:

Rock

7 /10

Już na wydanym niespełna rok temu debiucie młodziutki Jake Bugg obwieścił wszem i wobec co chce grać.

"Shangri La" to stylistycznie naturalna kontynuacja pierwszej płyty nieopierzonego młodzieńca z Wysp, tyle że o wiele dojrzalsza pod względem kompozycji, brzmienia i klimatu. Utwory są ciekawiej zaaranżowane, gitara nie ogranicza się już tylko do prostego, akordowego grania, dodatkowo całość naładowana jest masą przyjemnych w odbiorze ozdobników. Oprócz Bugga swoje robi zespół, nadający większości kawałkom rock'n'rollowego kopa, tym bardziej, że sporo tu niezłych solówek w duchu lat siedemdziesiątych. Wreszcie całość brzmi równo i spójnie, pozbyto się skoków jakości nagrania charakterystycznych dla debiutu, za co Bugg może podziękować Rickowi Rubinowi odpowiedzialnemu za produkcję.

Wszyscy, którzy przypuszczali, że wytwórnia zrobi z Bugga produkt masowy, mogą odetchnąć, bo o rewolcie stylistycznej mowy być nie może. Muzyka Brytyjczyka nieustannie snuje się po okolicach folk rockowych z elementami bluesa i country, momentami nawet punk rocka ("What Doesn't Kill You") oraz klimatem odległego przełomu lat 60/70. Dziś wrzucilibyśmy to w pojemny worek retro indie rocka, ale nie upraszczajmy zanadto gatunkowych szablonów. Można by też okraszać utwory z "Shangri La" pełnymi patosu porównaniami do twórczości Boba Dylana czy Donovana, tyle że Bugg długo jeszcze, choćby intelektualnie, nie osiągnie ciężaru i metaforyki tekstów największych bardów epoki Dzieci Kwiatów. Niemniej stylizacja na doświadczonego i potarganego życiem artystę, który wiele widział i wiele wie, coraz lepiej Buggowi wychodzi.

Ta buggowska kreacja przestaje być zabawna w obliczu piosenek, jakie słuchaczom Jake zaserwował, a "Shangri La" to nadspodziewanie równa i wyśmienita na gruncie melodii płyta. Trudno byłoby wyłowić gorszy element tej złożonej w większości z krótkich utworów układanki. Świetne zwrotki, przebojowe, wpadające w ucho refreny dobitnie tłumaczą obecność muzyki Bugga w największych stacjach radiowych świata, mimo, że obecne trendy nie są łaskawe dla chłopców z gitarą. Nie gorzej spisują się ballady, pachnąca country "Me and You" kołysze aż miło, "A Song About Love" przejmuje ekspresją śpiewu a "Kitchen Table" przywodzi na myśl akustyczne miniaturki z klasycznych albumów Budgie. Najprzyjemniejsze jednak, że Jake Bugg udowodnił, ze potrafi dać też do pieca mocnymi riffami i piosenkami typu "Kingpin" z mocną stopą i prawdziwie rock'n'rollowym charakterem.

Po przesłuchaniu "Jake Bugg" zastanawiałem się, w którym kierunku zawędruje młody artysta. Póki co zaserwował naturalną, dojrzalszą muzycznie kontynuację debiutu, a widząc, że jakościowy skok "Shangri La" jest doprawdy olbrzymi, tym bardziej oczekuję na kolejny album Bugga. Myślę, że niedługo każe nam czekać Brytyjczyk na następne projekcje swoich muzycznych fascynacji.

Grzegorz Bryk