Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Black Denim

Black Denim - AC Angry

Black Denim

Wykonawca:

AC Angry

Gatunek:

Hard rock

7 /10

Rock po niemiecku? Czemu nie! Znad Saary na światowy rynek próbuje przebić się kwartet muzyków, którzy zdefiniowali swoją filozofię grania jako: "Czysty pie***ny Rock and Roll".

Skład AC Angry tworzą Alan Costa, Stefan Kuhn, Dennis Kirsch i Sascha Waack. Muzycy wcale nie ukrywają, że inspirują się twórczością takich zespołów jak Backyard Babies, Motörhead, The Hellacopters i Turbonegro, choć na razie dorównują im wyłącznie pod względem imprezowania. Podobno trzy na cztery sesje nagraniowe kapeli kończą się w oceanie wysokoprocentowych wspomnień. W każdym razie formacja zadebiutowała przed rokiem małym albumem pt. "Booze Horse". Cztery utwory tworzące tamto dzieło weszły w skład tracklisty dużego albumu zatytułowanego "Black Denim", który przez niektóre niemieckie media został okrzyknięty objawieniem na scenie rockowej.

Może i wśród sztywnych Niemców twórczość AC Angry stanowi objawienie, ale na rynek światowy potrzeba czegoś więcej! "Black Denim" to dobry krążek. Dziesięć energetycznych utworów śmiało wpisuje się w konwencję solidnego hard rocka. Zespół zasuwa jak rakieta, ale wyłącznie po ścieżkach, które zostały już wytyczone i oklepane. Pomimo tego kompozycje są nośne, a sekcja instrumentalna nieźle współpracuje na poziomie dynamicznych gitar i perkusji. Muzycy z Saarbrücken podążając z najlepszymi zaoferowali naprawdę pokaźny zestaw riffów i solówek, zostawili też sporo miejsca basiście, a nad wszystkim czuwał charakterny wokal Alana Costy. Jego imię i nazwisko, nie brzmi mi z niemiecka, ale mniejsza o drobiazgi.

Muzycy kilkukrotnie sięgnęli po eksperymenty z różnymi instrumentami. Rewelacyjnie zabrzmiały partie klawiszowe zaprezentowane w southern rockowym stylu w "Rock ‘N’ Roller Roller Rolla!". Nie sposób też nie usłyszeć harmonijki w "You Got The Thirst - I Got The Booze", która totalnie wyłamała jego konwencję. Szkoda, że takie pomysły nie pojawiają się w większej ilości. Wiodące fragmenty albumu zdominowały liczne gitarowe i perkusyjne wariacje. Kluczem do ich uporządkowania są z pewnością wcześniej wymienione inspiracje AC Angry. Dodam, że na krążku nie znalazła się ani jedna klasyczna ballada, a muzycy zwolnili właściwie tylko w utworze  "It’s Good To Be Bad", który, choć leniwy, i tak rozwija się do ogólnego standardu przyjętego przez zespół.

A co się w tym standardzie mieści? Czysty pie***ny Rock and Roll? Objawienie na niemieckiej scenie rocka? Jakkolwiek by nie definiować pierwszego dużego albumu AC Angry to trzeba powiedzieć, że zespół pokazał się z dobrej strony. Wstrzymam się jeszcze z hurraoptymizmem, bo na "Black Denim" znalazło się zdecydowanie za dużo klepania wcale nie tak starych patentów, ale też z dużą ciekawością sprawdzę kolejne długogrające dzieło grupy. Może w przyszłości Tamiza dopłynie do Saary? I wcale nie chodzi mi o doktrynę tylko o muzykę!

Konrad Sebastian Morawski