Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Showtime, Storytime

Showtime, Storytime - Nightwish

Showtime, Storytime

Wykonawca:

Nightwish

Gatunek:

Metal

8 /10

Oto dowód, że Nightwish po kolejnym restarcie wciąż może być silny.

Nie będę wam kolejny raz opowiadał historii o rozstaniu formacji Tuomasa Holopainena z wokalistką Anette Olzon. Kto lubi grupę, ten dobrze zna sytuację, kto nie - raczej nie będzie zainteresowany. Ważny jest jeden fakt: za mikrofon złapała Floor Jansen (znana z After Forever i gościnnego udziału w Ayreon) i to ona jest teraz (już oficjalnie) twarzą Nightwish. "Showtime, Storytime" powstało po to, by upamiętnić pierwszy okres jej istnienia w zespole oraz przedstawić Holenderkę fanom, którzy nie mieli okazji zobaczyć jej na żywo.

Grupa zdecydowała się zarejestrować materiał na nowy krążek 3 sierpnia 2013 roku podczas festiwalu Wacken Open Air. To był przedostatni koncert na trasie, Nightwish miał już więc opanowany i wypucowany na błysk materiał wykonywany na żywo. Dodajmy do tego okoliczności: jedną z największych w Europie scen, 85 tysięcy widzów i ładne okoliczności przyrody. Wszystko się zgadza.

Wykonawczo jest tak, jak możecie się spodziewać - wszystko od linijeczki, czyściutko, ładnie, może brzmienie trochę dokucza. Gdy ze słuchawek dobiegają pierwsze dźwięki "Dark Chest Of Wonders", moje uszy atakuje nazbyt szorstka gitara, z kolei sekcja jest jakby schowana w tle. Właściwie tylko w "Ghost Love Score" bas Marco Heitali rzęzi jak powinien. Okej, może trochę wybrzydzam, ale jakby nie było słyszałem już lepsze koncertówki (pod względem brzmieniowym) Nightwish, choćby "End Of an Era".

Setlista też się zgadza. Są hity starsze i nowsze (od "She Is My Sin", "Ever Dream", "Wish I Had An Angel" czy "Nemo" po "Amaranth" I "Storytime"), jest mocne wypychanie nowości ("Last Ride Of The Day", "I Want My Tears Back", "Ghost River" I dość słabe "Song Of Myself"), ale nie brakuje kawałków - powiedzmy - mniej oczywistych, w rodzaju "Romanticide" czy "Bless The Child".

Oczy i uszy skupiamy jednak na Floor, bo to w końcu ona jest główną bohaterką wydawnictwa. I daje radę. Śpiewa mocno, z pazurem, swoją siłą i temperamentem bijąc Anette w przedbiegach. Ba, nie waha się walczyć z operowymi zaśpiewami Tarji Turunen, które także nieźle jej idą (patrz "Ever Dream" i "Ghost Love Score").

"Showtime, Storytime" daje nam pełny obraz dzisiejszego Nightwish. Zespołu, który znów jest jednością, który gra niezapomniane, widowiskowe koncerty i kusi dobrymi piosenkami. Czekam na kolejny materiał studyjny.

Jurek Gibadło