Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / W. Axl Rose

W. Axl Rose - Mick Wall

W. Axl Rose

Wykonawca:

Mick Wall

Gatunek:

Rock

7 /10

Axl Rose był i jest, mimo swojej obecnej kondycji, żywą legendą rocka. Dla Micka Walla - jak sam przyznaje - Guns N’ Roses był zaś ostatnim prawdziwym rock n’ rollowym zespołem na świecie. I choć o twórcach "Use Your Illusion" napisano już chyba wszystko, książka "W. Axl Rose" jest szczególna o tyle, że jej autor poznał Gunsów osobiście…

Mick Wall podpisał się już pod  biografiami m.in. Metalliki, Led Zeppelin czy AC/DC. Na początku lat '90 napisał także publikację dotyczącą Gun N’Roses. Wydana teraz u nas "W. Axl Rose" jest poniekąd zbieżna z wcześniejszą pozycją. Wiadomo - losy zespołu są nierozerwalnie (także w wyniku pewnych decyzji prawnych, na jakie zgodzili się swego czasu muzycy grupy) związane z poczynaniami jego apodyktycznego lidera i wokalisty w jednym. Nie przeszkadza to jednak w lekturze, choćby z tego powodu, że "akcja" koncentruje się w sposób szczególny na najbarwniejszym Gunsie. Ponadto wspomniana książka została wydana na początku lat '90, gdy grupa znajdowała się u szczytu i chyba tylko osoby znajdujące się najbliżej kapeli mogły podejrzewać, że kolejne niemal dwie dekady będą dla niej jałowe. Dziś po tamtym zespole pozostał cień i biografia jego frontmana może być świetną okazją do rozliczenia całej historii bandu.

Opowieść rozpoczynamy od wstępu, w którym autor opowiada pewną anegdotę związaną z wywiadem, jaki przeprowadzał z krnąbrnym Axlem w czasach, gdy Gunsi siedzieli jeszcze na rockowym Olimpie. Wall nie ukrywa, że obecna forma i wizerunek zespołu były dla niego pewnym ideałem grupy rockowej - nieokrzesanej, żyjącej na krawędzi i grającej tak, jakby jutro miało nie nadjeść. Szczegółów wstępu nie będę opisywał, by nie psuć Wam zabawy - wyjątkowo warto go przeczytać.

Dzieciństwo i młodość Axla zostały przez autora dość dobrze sportretowane. Obdarzony choćby krztą empatii czytelnik łatwiej zrozumie późniejsze wybryki wokalisty, który maltretowany przez ojczyma i wychowujący się pod pręgierzem tłamszącej go religii, w rocku poszukiwał zapewne ujścia swojej tłumionej agresji, ale też kreatywności. Jednocześnie Wall nie tłumaczy ekscesów wokalisty przez pryzmat nieszczęśliwego dzieciństwa. Raczej w wielu miejscach jakby gani go za przekraczanie granic w życiu prywatnym i zawodowym.

Axl Rose jest w biografii Walla pokazany jako twardy i bezwzględny lider największego zespołu rockowego przełomu lat '80 i '90, ale jednocześnie jako osoba zagubiona życiowo i nieumiejąca do końca odnaleźć się w show-biznesie. Co prawda, potrafiąca brutalnymi decyzjami personalnymi jakoś utrzymywać zespół przy życiu przez kilka lat, ale jednocześnie swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem kopiącym grób swojej i swoich kolegów karierze.

Dodatkowym atutem jest fakt, że Wall, pracując jako dziennikarz muzyczny, mógł niejednokrotnie porozmawiać z bohaterami swojej książki. Stąd pojawiające się na jej łamach cytaty muzyków często pochodzą w przeprowadzonych przez niego wywiadów. Do tego, w formie anegdot, Wall dorzuca opisy kulis oraz okoliczności, w jakich przeprowadzał rozmowy z Gunsami okraszając je niejednokrotnie - zgodnie z charakterystycznym dla siebie stylem - swoimi interpretacjami stanów psychicznych swoich rozmówców.

Dość zaskakująca jest ocena dyskografii formacji. O ile teza, że z obu części "Use Your Illusion" dałoby się stworzył jeden genialny krążek w miejscu dwóch nie do końca dopracowanych, nie jest zaskakująca, to już - w kontekście wstępu, gdzie Wall przyznaje się do uwielbienia początkowego okresu działalności grupy - podobne stwierdzenia odnoście "Appetite for Destruction" dziwią. Cieszy zaś, że stara się dostrzegać zalety niedocenianej i często krytykowanej przez pryzmat czasu powstawania "Chinese Democracy".

"W. Axl Rose"
jest pozycją jak najbardziej wartą uwagi nie tylko dla fanów Guns N’Roses, ale też osób zainteresowanych muzyką. Warto poznać nie tylko częściowe kulisy funkcjonowania zespołu, a także analizę imponującej kariery i spadku popularności jednego z najbarwniejszych rockmanów ostatnich trzech dekad.

Jacek Walewski