Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Dream Calls For Blood

The Dream Calls For Blood - Death Angel

The Dream Calls For Blood

Wykonawca:

Death Angel

9 /10

Amerykański thrash metal ma się świetnie! Death Angel ma się świetnie!

Siódmy album studyjny kalifornijskiej legendy ocieka wściekłością i brutalnością. Jedenaście premierowych kompozycji - w tym cover "Heaven and Hell" Black Sabbath - być może nie wyznacza nowych standardów w gatunku, ale stanowi jego esencję w kalifornijskim wydaniu. To biczowanie potężnymi riffami gitarowymi i partiami perkusji nie na żarty! Album jest piekielnie szybki. Tempo jakie narzucili sobie muzycy Death Angel nie powinno pozostawiać wątpliwości u żadnego fana thrashu. Otrzymaliśmy bowiem klejnot w koronie zbudowanej ze znakomitego materiału, który niegdyś dostarczała San Francisco Bay Area.

Skojarzenia ze złotymi czasami dla gatunku wzbudzają gitary Cavestany’ego i wokale Oseguedy - to Death Angel wyrwany z lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy pamiętacie czasy "The Ultra-Violence" albo "Frolic Through The Park"? Nowy album Death Angel z tymi czasami się mierzy i staje na wysokości zadania. Współczesny sound, trzech muzyków niepamiętających wspominanych przeze mnie przed chwilą krążków i szeroko zakrojona oprawa promocyjna nie przeszkodziły w wypłynięciu "The Dream Calls For Blood" na wody, w których grasują instrumentalne piranie. Krążek brzmi klasycznie i taką też rolę spełnia we współczesnym metalu. Myślę, że to znakomita kontynuacja równie udanego "Relentless Retribution" z 2010 roku. W pewnym sensie też podtrzymywanie standardów, do których zespół przyzwyczaił słuchaczy od reaktywacji w 2001 roku.

W kompozycjach zawartych na "The Dream Calls For Blood" w żadnym razie nie chodzi o kompromis. Owszem, zespół kilkukrotnie zaproponował formy instrumentalne z pogranicza groove i death metalu, a dosyć… innowacyjnie brzmi też heavy metalowy hymn Black Sabbath w wykonaniu Death Angel, w którym zespół udowodnił, że mógłby z powodzeniem czerpać z kopalni heavy metalowych pomysłów. To jednak wyłącznie drzazgi. Drobne wióry, które pojawiły się podczas rąbania thrash metalowego drzewa. Uważam, że najważniejszym atutem "The Dream Calls For Blood" jest jego esencjonalność. To nic, że kilka pomysłów gitarowych i perkusyjnych już się pojawiało w twórczości Death Angel. Te solówki wplecione pod zabójczymi riffami wciąż urywają głowę, a jednocześnie też przywracają wiarę w thrash metal.

Wśród wszystkich klasyków legendarnej kalifornijskiej sceny thrash metalu najlepiej trzyma się dziś Death Angel, a "The Dream Calls For Blood" jest tego najlepszym dowodem. Być może wpływ na taki stan miał fakt, że zespół długo pozostawał w zawieszeniu, a jego kariera nie potoczyła się tymi torami, jak stało się to choćby w przypadku Exodus czy Testament (…o Metallice nie wspominając). A w tym "trzymaniu się" chodzi mi przede wszystkim o te klasyczne thrash metalowe wzorce, które sprawiły, że kompozycje zawarte na "The Dream Calls For Blood" mają w sobie tyle potencjału by niszczyć mury.  

Konrad Sebastian Morawski