Kup Magazyn Gitarzysta

Thrive - Angelica

Thrive

Wykonawca:

Angelica

Gatunek:

Rock

5 /10

Ładnie się uśmiecha, ładnie wygląda i w zasadzie trudno przypuszczać, aby którykolwiek zdrowy facet przeszedł obok niej obojętnie. O kim mowa? Angelica Rylin, Szwedka, która wzięła się za śpiewanie melodyjnego rocka.

Album zatytułowany "Thrive" to debiutanckie dzieło wokalistki znanej wcześniej z zespołu The Murder Of My Sweet... choć określenie "znanej" jest raczej przesadzone, bo podejrzewam, że nawet najbardziej zagorzali fani melodyjnego rocka mogliby mieć problemy z rozpoznaniem wspominanego zespołu. W każdym razie, na "Thrive" wystąpili również Per Bergquist, Daniel Flores, John Niemann i kilka innych mniej lub bardziej znanych osobistości. Grono tych drugich utworzyli Matt Guillory, Jesper Stromblad i Magnus Karlsson. Każdy z nich zarejestrował tu solówkę, a ich nazwiska zostały wykorzystane do promocji krążka. Czy było warto?

Materiał to zupełnie spodziewana próba ekspozycji talentu Angeliki. Szwedzka artystka sama przyznaje, że wreszcie znalazła się w strefie, w której może realizować własne pomysły. I nie tylko o wokale chodzi, ponieważ trzy spośród dwunastu utworów są wyłącznym dziełem kompozycyjnym i tekstowym Angeliki. Mowa o "Can't Stop Love", "You Will Never Win" oraz "I'm Not Waiting", pasujących do lekkostrawnego klimatu płyty. Na krążku hektolitrami wylewają się inspiracje Europe albo Foreigner. Liczne słodziutkie melodie przeplatane niegroźnymi partiami gitar i perkusji złożyły się na dzieło przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców. Każdy kawałek zdradza potencjał radiowy i choć z pewnością nie zapadnie na długo w pamięć, może stanowić przyjemne urozmaicenie czasu tych, którzy od muzyki nie wymagają wielkiego przesłania ani skomplikowanych struktur instrumentalnych.

Wokale Angeliki Rylin niczym szczególnym się nie wyróżniają. Fragmentami odniosłem wrażenie, że mam do czynienia z wokalistką, jakich słyszałem już wiele zwłaszcza w stylistyce utrzymanej pomiędzy popem a rockiem. To w każdym razie złudzenie, które zaciera się po kilku kolejnych starciach z "Thrive". Szwedka nie dysponuje oszałamiającą skalą, ale wydobywa z siebie fajne dźwięki, często lekkie i zwiewne, rzadziej mocniejsze. Na krążku z pewnością nie zaprezentowała swoich wszystkich możliwości, ale już teraz można stwierdzić, że w klimacie melodyjnego rocka prezentuje się dobrze.

Debiutancki album Angeliki Rylin nie będzie dziełem, które zapisze się złotymi literami w historii muzyki rockowej. Jednak Szwedka wyraźnie zaznaczyła swoją obecność na scenie, a przecież po "Thrive" musi przyjść dzieło o wiele lepsze.

Konrad Sebastian Morawski