Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / From All Purity

From All Purity - Indian

From All Purity

Wykonawca:

Indian

8 /10

Oj straszą ci Amerykanie, straszą. Nie "Zmierzchem" czy innymi pamiętnikami wampirów. Bardziej "Lśnieniem".

"I'm not gonna hurt you. I'm just gonna bash your brains in. I'm just gonna bash them right the fuck in", jak powiedział Jack Nicholson w ekranizacji tego ostatniego. To samo robi ze słuchaczem piąty album kwartetu z Chicago.

Indian nie pieści się z odbiorcą. Soniczny atak trwa od początku otwierającego "Rape". Nie jest to łatwa muzyka. Przeciętna osoba naciśnie stop, kiedy tylko pojawią się wokale. Bo tu Bruno Marsa nie znajdziemy, nawet przeciętnego rockowego męskiego głosu. Wokale są takie same jak dźwięki. Opętane. Krzyk, ryk, wrzask, zarejestrowane z pogłosem, co dodatkowo wzmacnia nawiedzony charakter całego przedsięwzięcia, na którym spotykają się noise oraz doom/sludge.

Utwory mają otwartą strukturę, w zasadzie nie wiadomo dokąd prowadzą (chyba że ku zgubie), ani jak się skończą. Często bazują na zapętlonych tematach, motorycznych trąceniach strun, czemu towarzyszy monotonne, mocne, bicie perkusji. To również nie ułatwia odbioru, a jednak tak obskurna, głośna, ciężka, chora twórczość sprawia ogromną przyjemność. Jest w tym coś masochistycznego. Jak wspomniałem już bardziej Indian bazuje na motoryce aniżeli melodii. Choć i ta się pojawia.

Są bardziej eksperymentalne partie, struktury trudniejsze do uchwycenia i bardziej tradycyjne, oparte na potężnych riffach i wplecionej melodii w tle (przypomina się miejscami Neurosis). Jednak bez względu na to, czy Amerykanie grają, czy tylko udają, że grają, ten mechanizm pracuje nieustannie. Jak walec kruszący wszystko, co pod niego wpadnie. Wolno, niestrudzenie cały czas do przodu. Wprowadzając odbiorcę w stan otępienia. Nie jest łatwo obcować z umysłem psychopaty.

Surowa perkusja ze swoim mechanicznym, hipnotycznym biciem i brudne, potężne gitary robią robotę, ale ów wspomniany wcześniej chory klimat w równie dużym stopniu kreowany jest dzięki elektronice. Nieustający noisowy jazgot, dźwięki wymykające się słowom zdolnym je opisać, drążą psychikę swoim uporem. Wkradają się do umysłu i wiodą ku zatraceniu. I do tego wspomniane wokale. Tak nagromadzonej frustracji w głosie można szukać tylko na płytach Today Is The Day i im pokrewnych.

Toporna, ponura i szalona jest ta płyta. Odpychająca i przyciągająca jednocześnie. Zbudowana na mozolnych, rozciągniętych gitarach i wbijającej kolejne gwoździe do trumny perkusji oraz dźwiękach elektroniki prosto z zakładu dla obłąkanych. "From All Purity" to szpital psychiatryczny, z którego zdezerterowała obsługa. Wkraczasz na własną odpowiedzialność.

Sebastian Urbańczyk