Kup Magazyn Gitarzysta

Moon - Snowbird

Moon

Wykonawca:

Snowbird

Gatunek:

Alternatywa

6 /10

Zimowy sen przerwany, ptaszek wyfrunął z klatki, by znów odnaleźć piękno. Czy mu się udało?

Simon Raymonde. Tego pana żadnemu fanowi dream popu przedstawiać nie trzeba. To on wraz ze zjawiskową Elizabeth Fraser i Robinem Guthrie, jako Cocteau Twins, nagrał jedną z najwspanialszych płyt lat 80., "Treasure". Jako basista wytrwał aż do samego końca żywota kapeli, a później rzucił czynną muzykę, a skupił się na rozkręceniu własnego labelu, Bella Union. Zajmował się też produkcją i miksowaniem. O powrocie do grania pomyślał w 2010 roku. Do współpracy zaprosił Stephanie Dosen (znaną choćby ze współpracy z Chemical Borthers czy Massive Attack), którą wydawał i razem z nią zaczął tworzyć nowy materiał. Owocem tego artystycznego związku jest płyta "Moon" sygnowana nazwą Snowbird.

Muzyka, którą odnajdziemy na tym krążku nikogo nie zaskoczy. To zestaw ulotnych, oszczędnie zaaranżowanych utworów, w których rządzi pianino i wielogłosowe partie Dosen. Do tego dochodzą ozdobniki perkusyjne, gitarowe, świsty fletu czy łkanie skrzypiec. Tak wygląda dźwiękowe piękno według Raymonda i rzeczywiście, uroku mu odmówić nie sposób.

Sęk w tym, że po relatywnie dynamicznym i bogatym w brzmienia otwarciu w postaci "I Heard The Owl Call My Name", dostajemy całą serię leniwych, dość jednostajnych kawałków, które słuchane jeden po drugim w pierwszej kolejności sprawią, że będziemy ziewać. Wcale nie przesadzam - już przy piątej z kolei "Amelii" złapałem się na tym, że powieki mimowolnie opadają, a koncentracja ucieka w krainę snu. Niby o zbliżoną reakcję chodzi w dream popie (nazwa nie wzięła się znikąd), ale ideą jest uzyskanie efektu odrealnionej jawy, a nie oddanie się w ramiona Morfeusza.

Oczywiście, kilka perełek się tu znajdzie, by wspomnieć przejmujący song "Porcelain", który ujmuje kruchością i jakimś dojmującym chłodem, czy uroczyste i lekkie "Come to the Woods", ale całość jednak nuży.

Mimo wszystko polecam z "Moon" się zapoznać, ale pojedynczo, kawałek po kawałku. Wtedy zdecydowanie łatwiej będzie wam docenić ulotność, którą Raymonde i Dosen chcieli zawrzeć na debiutanckim krążku Snowbird.

Jurek Gibadło