Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Blacklight Wanderers

Blacklight Wanderers - Embercrow

Blacklight Wanderers

Wykonawca:

Embercrow

5 /10

Koronny przykład na to, jak słabe brzmienie może skopać nie najgorszą płytę.

O tym, że z Embercrow coś jest nie tak, zaalarmowała mnie liczba fanów na FB, wynosząca w momencie pisania tego tekstu 101. Dożyliśmy bowiem takich czasów, że owszem - może i owe dane nie odzwierciedlają dobitnie klasy artystycznej grupy, ale pokazują, czy muzycy danej kapeli są w stanie kogokolwiek, choćby znajomych, zainteresować swoimi dokonaniami. W przypadku kwartetu z Niemiec nie wygląda to zbyt dobrze.

Przyczyn takiego stanu rzeczy: po pierwsze Niemcy to jeden z najprężniejszych gotycko krajów Europy, więc przebić się tam do poziomu "zauważalności" jest niezwykle ciężko. Tym bardziej, że zespół rodem z Hamburga na swoim debiutanckim dużym krążku, "Blacklight Wanderers" nie ma nam niczego oryginalnego do powiedzenia: kilkadziesiąt minut smętów w stylu Katatonii wymieszanej z Paradise Lost. Warto jednak podkreślić, że wykonanych na bardzo przyzwoitym poziomie, niegłupio zaaranżowanych - w tym względzie szczególnie podoba mi się "Isle Of Origins", gdzie doomowe zwolnienia mieszają się z post-metalowym zgrzytem gitar i growlowaniem. Smutne zakończenie płyty, "Return The The Outer Realms", też ucieszy każdego fana muzycznego dołu.

Problemem jest brzmienie, któremu bliżej do debiutanckiej płyty Nightwish (to nie pochwała), niż współczesnych produkcji. Wokal jest niezwykle suchy, najczęściej ogołocony z jakiegokolwiek przesteru, gardłowemu od czasu do czasu drży głos, tudzież zjeżdża z tonacji. Szczerość szczerością, ale auto tune wynaleziono właśnie po to, by uniknąć takich przykrych sytuacji. Podobnie jest z gitarami, które - z przeproszeniem - pierdzą, zamiast oferować nam jakieś interesujące brzmienie. Sekcja coś tam sobie stuka w tle, ale ani to porywające, ani dobrze uwypuklone w miksie. Właściwie tylko rola klawiszy mi się całkowicie zgadza, ładnie wypełniają swoje pasmo z czynią sound "Blacklight Wanderers" nieco mniej płaskim.

Jednak wciąż słuchanie tego krążka to żadna przyjemność. Dwa kawałki wiosny nie czynią, za to zła produkcja - zimę przynosi i owszem.

Jurek Gibadło