Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Angels Cry: 20th Anniversary Tour

Angels Cry: 20th Anniversary Tour - Angra

Angels Cry: 20th Anniversary Tour

Wykonawca:

Angra

Gatunek:

Power metal

8 /10

Brazylijska Angra rozpoczęła działalność w 1991 roku, a dwa lata później zespół zadebiutował krążkiem zatytułowanym "Angels Cry".

To właśnie ku chwale tego albumu wydano jubileuszowe DVD, będące rezultatem zapisu koncertu Angry, który miał miejsce 25 sierpnia 2013 roku w Sao Paulo. Zespół zaprezentował siedem utworów pochodzących z "Angels Cry". W setliście zabrakło jedynie "Never Understand", "Streets of Tomorrow" oraz "Lasting Child". Poza tym Brazylijczycy zarejestrowali kompozycje z pozostałych sześciu albumów studyjnych. Najmniej z ostatnich dokonań, a więc płyt "Aurora Consurgens" (2006) i "Aqua" (2010). Perełką w secie był numer zatytułowany "Reaching Horizons", który pierwotnie pojawił się na demówce z 1992 roku.

Na dosyć skromnie przygotowanej scenie HSBC Brasil stanęli Rafael Bittencourt, Kiko Loureiro, Felipe Andreoli, Ricardo Confessori i Fabio Lione. Ten ostatni krótko przed koncertem zastąpił za mikrofonem Eduardo Falaschiego, który odszedł z zespołu w maju 2012 roku. Dość powiedzieć, że koncertówka z Sao Paulo to pierwszy duży materiał grupy z udziałem Włocha. Ponadto jubileuszowy występ Angry uświetniła Tarja Turunen w utworach "Stand Away" i "Wuthering Heights". W tym drugim numerze na gitarze zagrał też Uli Jon Roth, który wystąpił również w coverze, a jakże, Scorpionsów pt. "The Sails Of Charon". Szczególnie występ pięknej Tarji zrobił wrażenie na brazylijskiej publiczności i trzeba przyznać, że była wokalistka Nightwish zaprezentowała się nad wyraz korzystnie. Miała magiczne wejście, które na chwilę odebrało Angrze ten koncert. Swoje kilka groszy do jubileuszu brazylijskiego zespołu wtrącili również muzycy smyczkowego zespołu Familia Lima oraz perkusista Amílcar Christófaro. O uatrakcyjnienie show zadbali też oczywiście sami muzycy Angry ze wskazaniem na Rafaela Bittencourta i Kiko Loureiro.

Pomimo, że koncert w Sao Paulo oprawą i rozmachem zdecydowanie ustępuje największym przedstawicielom heavy i prog metalu to trzeba przyznać, że został przygotowany z największą dbałością o szczegóły. Kamery były tak blisko muzyków, że momentami można było odnieść wrażenie iż gitarzyści mają je zaczepione na gryfach! I chyba rzeczywiście tak było w przypadku Kiko Loureiro, co wpłynęło na niesamowity wręcz efekt przy jego riffach i solówkach. Kamera wędrowała też pomiędzy publicznością, niejednokrotnie stając się po prostu elementem widowni. Te wszystkie zabiegi sprawiły, że koncert Angry daje możliwość spędzenia czasu tak z widownią, jak i z zespołem. To chwile, w których można odczuć swoją obecność w Sao Paulo. Warto też zauważyć, że zespół nie ograniczył się wyłącznie do rzemieślniczego odegrania kilkunastu numerów ze swojej twórczości, ale nadał im też nowego wymiaru. Bynajmniej nie tylko ze względu na obecność zaproszonych gości. Warto wszak wspomnieć, że muzycy Angry zaproponowali zgromadzonym fanom akustyczny set, w skład którego weszły takie utwory jak "Reaching Horizons", "Unholy Wars", "A Monster In Her Eyes" i "Make Believe". Wraz z muzykami śpiewała też publiczność. Wyszło pięknie i klimatycznie. To aranżacje warte uwagi chyba nawet bardziej niż pozostała część materiału.

Na koncercie nie zabrakło też tych wszystkich regionalnych przypraw instrumentalnych, które wyróżniają Angrę na światowym rynku. W fotel wgniotła mnie solówka smyczkowa mniej więcej w połowie koncertu. Radość z możliwości uchwycenia tych drobiazgów zapewniła dobra realizacja materiału - bez przesadnego patosu i przekombinowanych efektów (…choć akurat w tym drugim przypadku można by mówić o pewnym niedosycie, jeśli weźmiemy pod uwagę współczesne standardy szaleństwa koncertowego). Oprócz tego Angra pozwoliła też sobie na jubileuszowe refleksje. Otóż niekiedy w przerwach między poszczególnymi utworami tłumaczeniom filozofii i historii zespołu zajął się założyciel Angry Rafael Bittencourt, który z charakterystycznym portugalskim akcentem nakręcał publiczność w Sao Paulo. Utalentowany gitarzysta miał o wiele lepszy kontakt z brazylijską widownią niż wcześniej wspominany Lione, ale nie ma w tym absolutnie nic dziwnego z uwagi na staż obu muzyków w zespole i kraj pochodzenia nowego wokalisty na pokładzie Angry.

Czasu spędzonego przy jubileuszowym koncercie brazylijskiego zespołu zdecydowanie nie żałuję. Dobrze się stało, że ów sierpniowy występ został upamiętniony dla potomnych, bo choć zespół w Europie nigdy nie osiągnął znaczącej popularności, to jego twórczość stanowi cenne urozmaicenie od niekiedy przekombinowanych występów gwiazd ze Starego Kontynentu i USA. Muzykom Angry wypada zatem powiedzieć: muitos anos de vida!

Konrad Sebastian Morawski