Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Kindly Bent To Free Us

Kindly Bent To Free Us - Cynic

Kindly Bent To Free Us

Wykonawca:

Cynic

8 /10

Prace nad trzecim dużym albumem Cynic trwały około pół roku. Ten czas został dobrze spożytkowany, bo album zatytułowany "Kindly Bent To Free Us" stanowi jeden z najmocniejszych punktów w dyskografii zespołu.

Inna sprawa, że twórczość Cynic dotąd nie obfitowała w dużą liczbę wydawnictw. Można odnieść wrażenie, że wieloletnia kariera formacji - poddawana przecież częstym, licznym i długotrwałym perturbacjom - nie ułożyła się w sposób jaki można było oczekiwać od Paula Masvidala, Seana Reinerta i w mniejszym zakresie Seana Malone. W każdym razie, od 2006 roku kapela znalazła się na fali wznoszącej, czego dowodzi zawartość "Kindly Bent To Free Us". Masvidal i Reinert zapowiadali, że ten krążek to nowa przestrzeń dla Cynic. Zestaw utworów, które naprawdę żyją. I coś w tych wypowiedziach jest na rzeczy, bo trzecia płyta Amerykanów to dzieło ze wszech miar intrygujące. Wymykające się, tak po prostu, standardom współczesnego rocka i metalu czyli… zarejestrowane w konwencji właściwej wielkiemu potencjałowi Masvidala i Reinerta.

O pomysłach tego duetu świadczą recenzje ostatniego wydawnictwa Cynic, EPki "Carbon-Based Anatomy" z 2011 roku. Sam zastanawiałem się wtedy, czy kolejny duży album zespołu zatrzęsie całym światem. Te domysły straciły trochę w konfrontacji z "Kindly Bent To Free Us", ale bynajmniej nie z powodu obniżenia jakości twórczości Cynic. Zespół bowiem ugruntował swoją pozycję w przestrzeni, w której nie ma miejsca na przebojowość i szczególnie nośne kompozycje. Jeśli jeszcze przed trzema laty, Masvidal i Reinert trochę w postmodernistycznym stylu romansowali z pospolitymi rockowymi patentami to na "Kindly Bent To Free Us" zarejestrowali pomysły dedykowane słuchaczom wrażliwym na technikę, precyzję oraz wyszukane formy dźwięku i przekazu. Cynic tegorocznym nagraniem będzie trafiał do wymagającego i niewdzięcznego audytorium. Do ludzi, którzy muzykę w każdym drobiazgu wolą bardziej eksplorować niż machać do niej kończynami.

To jednak wciąż krążek rozpościerający się pomiędzy rockiem a metalem progresywnym. Nie brakuje też właściwych Masvidalowi i Reinertowi ukłonów w kierunku jazz fusion. O "Kindly Bent To Free Us" nie sposób wszak rozprawiać inaczej niż przez pryzmat tej dwójki muzyków. To dzieło, tak jak poprzednie nagrania Cynic, w chirurgiczny wręcz sposób ilustruje niezwykłą muzyczną symbiozę pomiędzy tym duetem. Obaj muzycy w ramach ośmiu kompozycji, trwających mniej więcej od czterech do sześciu minut, wspólnie zaprezentowali szeroką paletę możliwości. Przykłady można mnożyć. Tam, gdzie swoje przejmujące wokale serwuje Masvidal, niemal natychmiast wyłaniają się wpisane w ten klimat partie klawiszy Reinerta. Album ma w sobie coś deszczowego i ponurego, co perfekcyjnie wyeksponowali wiodący twórcy Cynic. To również kilka niepozornych riffów Masvidala, które niespiesznie urastają do poziomu monstrum o mackach złożonych ze ścieżek perkusji Reinerta, czego można doświadczyć w utworach o klimacie emocjonalnym przypominającym utratę poczucia rzeczywistości człowieka dotkniętego schizofrenią.

Wspominane fragmenty klimatu cechującego "Kindly Bent To Free Us" oddają tylko część osobliwych wrażeń towarzyszących odsłuchowi trzeciego albumu Cynic. Oczywiście niekwestionowaną rolę odegrał tu również Sean Malone, który zaprezentował swoje umiejętności na bezprogowym basie i Chapman Sticku. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że "Kindly Bent To Free Us" stanowi formę ukoronowania nie tyle wielkich talentów Masvidala i Reinerta, co sposobu w jaki ci muzycy się ze sobą komunikują. Prawdopodobnie płyta zostanie odrzucona przez tych, którzy nie przepadają za przeintelektualizowaną i opartą na znakomitej technice muzyką. Co w przypadku słuchaczy, którzy właśnie tego oczekują od Cynic? Dla nich "Kindly Bent To Free Us" ma szansę stać się albumem legendarnym.

Konrad Sebastian Morawski