Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Jezus Is Alive

Jezus Is Alive - Maria Peszek

Jezus Is Alive

Wykonawca:

Maria Peszek

7 /10

Maria Peszek wdarła się do świadomości społeczeństwa w wersji studyjnej, pora na koncertową. Sprawdźmy, czy jest równie przyswajalna.

Poglądy moje i wokalistki leżą na dwóch zupełnie przeciwległych biegunach, jednak Peszek jest jedną z takich artystek, po której performansie nie czuję się dotknięty czy obrażony. Ot, Maria przedstawia swoje stanowisko, nie narzucając go nikomu, nie uważając za głupka człowieka chcącego ginąć za ojczyznę. Ona nie chce - spoko. Dlatego ją lubię.

Peszek na płytach jest wyrazista, ostra, dość skrajna, również jeśli chodzi o muzykę. Szczególnie ostatni z albumów "Jezus Maria Peszek", który ukazał się w październiku 2012 roku, to rzecz nieoczywista, niejednoznacznie przebojowa, agresywnie zaaranżowania. Byłem bardzo ciekaw, czy wokalistce i jej załodze uda się otworzyć ten klimat na krążku koncertowym. Na miejsce nagrania wybrali sobie wypchaną po brzegi warszawską Stodołę - występ odbył się 22 listopada zeszłego roku.

Oczywiście sednem programu była prezentacja materiału z "Jezus Maria Peszek", zaprezentowanego skądinąd prawie w całości - zabrakło tylko numeru "Nie wiem, czy chcę". Decyzja to sama w sobie dobra, tyle że zawsze męczy mnie granie piosenek dokładnie w takiej samej kolejności, jak na płycie, a tego doświadczam w przypadku "Jezus Is Alive" (jedynie "Padam" - jako największy hit - wylądowało na końcu programu). Naprawdę nie można było bardziej urozmaicić, pozamieniać piosenek miejscami, przepleść starszymi numerami?

Te pojawiają się dopiero w późniejszej części koncertu: słyszymy chociażby kawałki "Moje miasto" i "Ćmy", znane jeszcze z czasów współpracy Marii z rodziną Waglewskich. Usłyszymy także cover "Personal Jesus" Depeche Mode. Cóż, wybór to tak oczywisty i zgrany, że aż przykro się robi, choć rozumiem, że kawałek pasuje do ostatniego wcielenia Peszek.

A samo wykonanie? Poprawne, dość energetyczne, szczególnie dobre wrażenie robią momenty, w których zespół towarzyszący koncentruje się na elektronice: zgrabniej to brzmi, a i Peszek jakby bardziej do twarzy w takiej stylistyce. Marii zdarza się troszkę zafałszować (patrz "Ludzie psy" czy "Moje miasto"), ale to nie wpływa na odbiór jej muzyki. Brakuje mi natomiast odrobiny szaleństwa, która sprawiłaby, że chciałbym się przy tej muzyce pobawić, jak to było w przypadku albumu studyjnego. Może w wersji DVD odczucia są lepsze?

Niemniej dobry to materiał, pokazujący, że zdolna pani aktorka może stać się całkiem niezłą wokalistką.

Jurek Gibadło