Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Sprawa jest osobista

Sprawa jest osobista - Frontside

Sprawa jest osobista

Wykonawca:

Frontside

Gatunek:

Hard rock

7 /10

Dobry żart czy dobra płyta? Frontside dał nam niezłą zagwozdkę.

W byciu artystą chodzi o to, by niepokoić. By nagle skręcić z drogi i to gwałtownym ruchem, delektując się przy okazji widokiem fanów, fruwających po prowadzonym przez nas autobusie. A Frontside ostrzegał, że trzeba zapiąć pasy.

Grupa z Sosnowca nużyła mnie swoim przyciężkawym, nieco naiwnym metalcorem, zapowiedź zmian przyjąłem więc z zaciekawieniem. Co prawda eksperymenty do tej pory wychodziły Demonowi i spółce dość średnio (patrz - płyta "Absolutus"), ale tym razem zapowiadało się na coś dobrego, w sam raz na 20-lecie działalności kapeli.

Frontside to mistrzowie marketingu. Podejrzewam, że gdyby taką płytę miał nagrać Corruption czy Leash Eye, mało kto zwróciłby na nią uwagę. Tymczasem dyskutuje się o "Sprawa jest osobista", rozważa się sens robienia takiej piosenki jak "Legenda", zapraszania gości pokroju Piotra Roguckiego itd. Ja pomysły kapeli kupuję.

Zacznijmy od osławionego już singla, z prześmiewczym tekstem, komicznym śpiewem Aumana (Brian Johnson? Ian Gillan na kwasie?) i bardzo zdystansowanym teledyskiem. Rzecz traktuje o rzekomych konotacjach zespołu z satanistami - lepiej na nie zareagować nie można było! Co prawda w oderwaniu od całej sytuacji i po przesłuchaniu "Sprawa jest osobista" od a do z, numer ten śmieszy jakoś mniej, no ale kurczę - spróbujcie wyplenić sobie z głowy refrenowe zawołanie "Diabły, diabły, ja tu wszędzie widzę diabły/Ogień i siarka, więcej smoły." Mam nadzieję, że Ryszard N. odróżni żart od prawdy.

Goście nadają albumowi jeszcze większego kolorytu, choć z drugiej strony sprawiają, że nowy materiał Frontside nieco się rozjeżdża. "Ewolucja albo śmierć" spokojnie mogłaby się znaleźć na ostatniej płycie Comy i to bynajmniej nie tylko ze względu na wokal Roguca. To po prostu ładny rockowy numer, który na upartego mógłby i pohasać w Trójce. Z kolei "Mieć czy być" z powodu wokalu Aleksandry Kasprzyk przywodzi na myśl dokonania Joan Jett. Niby fajnie, ale to zupełnie niepotrzebne zabiegi na przecież i tak zaskakującej płycie. Wolę słuchać stonerowych uderzeń z Aumanem w roli głównej, pokroju "Wszystko albo nic", "Jaki kraj, taki rock'n'roll", "Nieważne" czy też "Kilka próśb" (tu gości Zielony z Virgin Snatch). To mocne, brudne rockery ze smakowitymi riffami i klasowymi solówkami Demona.

Trafiają też do mnie teksty, bliższe codzienności, dotyczące walki o pracę, konsumpcjonizmu czy też wojny polsko-polskiej. Acz ten ostatni temat przedstawiony został trochę niespójnie. We "Wszystko albo nic" zespół zachęca do bycia takim, jakim się ma ochotę, by w "Polsce" przywołać utarty, dość nieaktualny stereotyp Polaka i gruntownie go obśmiać i wzgardzić. No to heloł: mogę, czy nie mogę być sobą?

To jednak problem z zupełnie innej bajki, który nie wpływa na jakość płyty. "Sprawa jest osobista" to bowiem całkiem udany materiał i zmiana wizerunku, wpływająca na Frontside jak najbardziej korzystnie. Ciekaw jestem, czy to jednorazowy strzał, czy też trwała tendencja, ale jeśli mogę doradzić, to powiem: panowie, idźcie tą drogą i olejcie wszystkich hejterów.

Jurek Gibadło