Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Manifesto

Manifesto - Northern Plague

Manifesto

Wykonawca:

Northern Plague

Gatunek:

Black metal

8 /10

Bartosz Chrulski wykrzyczał mi w twarz, że my ludzie jesteśmy zbyt skorumpowani, niezdolni i znudzeni aby osiągnąć cokolwiek w tym wieku marnotrawstwa. Czy po ubiegłym stuleciu oznaczonym licznymi wojnami rzeczywiście nastały czasy dekadencji?

Pierwszy duży album Northern Plague wcale nie udziela odpowiedzi. Dylematy zaczynają piętrzyć się niczym w dobrym filmie psychologicznym, do tego w klimacie noir. "Manifesto" wpycha człowieka w objęcia bólu, beznadziei, amoralizmu i defetyzmu. Zaciśnięta pięść autorstwa Łukasza Radziszewskiego to ilustracja buntu dopadającego tych najbardziej odpornych ludzi, którzy nie zdążyli jeszcze rozpaść się na kawałki. Niemniej gdyby zagłębić się w grafiki zdobiące ten album to odnajdziemy tam też zaciskającą się dłoń na głowie każdego z nas. Dłoń czującą już ciepłą krew i odgłosy łamanej czaszki. Co zatem manifestuje album Northern Plague? Myślę, że zdolność przyjmowania postaw ukrytych w największym sensie humanizmu, w tym przypadku poddawanemu systematycznemu zniszczeniu. W istocie Chrulski nie krzyczał tylko do mnie, ale też do wszystkich odbiorców "Manifesto".

Historia białostockiego zespołu to niecałe pięć lat istnienia. Muzycy Northern Plague poruszali się raczej po death n’ black metalowym podziemiu. Koncertowali, stworzyli małą płytę pt. "Blizzard Of The North" i zmieniali skład. To wystarczyło, aby wypracować styl, który stara się wedrzeć się do polskiej czołówki metalu. Mamy bowiem do czynienia z krążkiem, obok którego ciężko przejść obojętnie. Wspomniana pięść okłada po twarzy  słuchaczy albumu, a służą jej do tego solidne, ciężkie i agresywne porcje riffów gitarowych Chrulskiego i Janowicza. Na rydwanie zniszczenia pędzą też basówki Borowego i ścieżki perkusji Gwardzika. Ten ostatni wyjątkowo korzystnie zaprezentował kilka niezłych zagrywek, jak choćby w otwierającym dzieło "Century Of Waste". Rzekłbym, że to uderzenia niekonwencjonalne, ale tak naprawdę to konwencja coraz rzadziej w polskim metalu stosowana. A iż do klasyki warto sięgać udowadnia właśnie Gwardzik. Swoją drogą nie ukryjecie się panowie pod pseudonimami, bo swoim długogrającym debiutem musicie wziąć pełną odpowiedzialność za zniszczone odtwarzacze słuchaczy.

Waga gatunkowa "Manifesto" nie należy bowiem do najlżejszych. Instrumentaliści w twórczej furii zasuwają bez kompromisów, wściekle i brutalnie, o czym mogą świadczyć takie utwory jak "Reign Mother War" albo "Unclean Words". Znajdą się też niezbyt liczne, ale rozmaite nośne zagrywki. Najczęściej na poziomie gitar, jak choćby we wspominanym "Reign Mother War", gdzie zespół zainwestował w trochę klimatu. Nie zabrakło też właściwych dla gatunku, na ogół krótkich, solówek. Album zamyka przeszło siedmiominutowy tytan, otoczony absolutnie klimatyczną aurą, nabierający siły z każdym uderzeniem. Rozrasta się, stopniowo eksploduje i pozostawia słuchacza na zgliszczach wywołanych eksplozją. To uczucie, jakby Godzilla wybrała się na spacer po gęsto zaludnionym mieście, muzycy Northern Plague potrafili przenieść do swojego stylu.

Duża część "Manifesto", ściślej: siedem utworów, to porządny materiał gwarantujący zespołowi dobry start na scenie metalowej. Jednak utwór tytułowy to rzecz ocierająca się o wybitność. Myślę, że w tym tkwi sukces pierwszego albumu Białostocczan - pół godziny otrzęsin z gatunkiem, a na zakończenie kilka minut, przy pomocy których Northern Plague wysyłają światu rzeczywisty manifest o ich niekwestionowanych umiejętnościach. Nie należy zapominać również o przesłaniu, które przygotował Chrulski. Choć większość tych kwestii była już rozważana w polskim metalu, to "Manifesto" prezentuje nowe spojrzenie na kondycję współczesnego człowieka. Polski metal wciąż ma coś do powiedzenia, a wśród autorów takiego stanu rzeczy trzeba będzie odtąd wymieniać również Northern Plague.   

Konrad Sebastian Morawski