Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Costumes of Technocracy

Costumes of Technocracy - Thy Disease

Costumes of Technocracy

Wykonawca:

Thy Disease

Gatunek:

Metal

9 /10

Thy Disease w wybornej formie. To wiodąca myśl, która towarzyszy mi po zapoznaniu się z szóstym albumem studyjnym krakowskiego zespołu.

Odnieść można wrażenie, że w okresie pomiędzy ostatnim dziełem Thy Disease z 2009 roku, skądinąd wybornym "Anshur-Za", a tegorocznym "Costumes of Technoracy" upłynęły wieki albo, iż twórca zespołu, gitarzysta Yanuary, zapatrzył się w blitzkrieg, który w składzie Vadera często uskutecznia Peter. Wszakże z regularnej ekipy, która stworzyła wspominany "Anshur-Za" ostał się… tylko Yanuary. Wyłącznie gościnnie, w utworze "Synthetic Messiah" wystąpił ex-wokalista Psycho, a nowy zaciąg w Thy Disease utworzyli Sirius, Artyom, VX The Mind Ripper (… ksywa moc!) oraz Ireq. Jeśli chodzi o detale dodam jeszcze tylko, że w utworze "MK Ultra" wystąpił sam Covan, którego partie wokalne, właściwie tajemnicze monologi, zostały przeniesione tu z przełomu 2005 i 2006 roku. To ważne, bo każdy pretekst aby wesprzeć tego uzdolnionego wokalistę jest dobry.

W przypadku Thy Disease pretekst jest zdecydowanie więcej niż dobry, bo "Costumes of Technoracy" to album trafiający w punkt wyobrażeń o metalu uprawianym przez zespół. Death n’ groove podatny na wpływy industrialu? Nie trzeba sobie tego wyobrażać, bo muzycy formacji w dziesięciu kompozycjach osiągnęli najbardziej dojrzałą formę swojej twórczości. To niby tylko czterdzieści jeden minut muzyki, ale odnaleźć tu można kawałki pełne brutalności i agresji, jednocześnie korespondujące z zimnym, industrialnym klimatem. W zawartości "Costumes of Technoracy" nie brakuje wściekłych zagrywek gitarowych i perkusyjnych, ale pomiędzy nimi upchano liczne partie syntezatorów, krótkie sample albo czające się pod dziką sekcją instrumentalną loopy. Zdarza się, iż ten klimat, pompujący przenikliwie zimny lód do żył słuchaczy, przejmuje wiodącą część utworu, jak choćby fragmentami w numerze tytułowym albo zdecydowanie w owianym tajemnicą "MK Ultra". Zdarza się, że zespół serwuje niespodziewanie budujące motywy, jak w podniosłych refrenach w "Holographic Reality". Ten krążek to również Thy Disease bardzo mocno nawiązujące do black metalowych korzeni, bo trudno inaczej postrzegać kilka wiodących partii w "Synthetic Messiah". A groove? Zdarzył się i owszem, najwyraźniej chyba w świetnym "Drowning", częściej jednak na ruletce death n’ groove metalowej, jak w "Slave State" i "Muted Scream".

Wszystkie te zdarzenia odzwierciedlają pomysłowość Yanuarego i ekipy. Muzycy Thy Disease nie idą na skróty - ubarwiają, mieszają i eksplorują najbardziej mroczne gatunki metalu, czując też bunt leżący u podstaw kultury industrialnej. Kompozycje tworzące "Costumes of Technoracy", choć bliskie rdzeniowi twórczości do jakiej w ostatnich latach przyzwyczaił zespół, odkrywają szerokie pasmo jego inspiracji. Ten krążek to nowoczesna odpowiedź na wyzwania, przed jakimi stanął często archaizowany współczesny metal. Dość powiedzieć, że i sami wykonawcy stanęli na wysokości zadania realizując przemyślany koncept, tak w warstwie muzycznej, jak i lirycznej, gdzie do zimnego świata procesorów zamiast uczuć, zespołowi pomógł przenieść się Tim Zambra. Okazuję się, że wspomniane wcześniej rotacje w składzie nie mają wpływu na jakość nagrań formacji. Poziom dopracowania "Costumes of Technoracy" niech będzie tego najlepszym potwierdzeniem.

Polski wydawca zareklamował to dzieło słowami "Gratka dla miłośników Gojira, Fear Factory, Meshuggah, Sybreed". Podpisuję się pod tym w całej rozciągłości, ale chciałbym również zauważyć, że Thy Disease do nikogo nie trzeba porównywać. To zespół o dużej sile rażenia, a przy tym niebanalny i nowoczesny w najlepszym znaczeniu tych słów. Wpisuję "Costumes of Technoracy" na listę kandydatów do miana płyty roku.

Konrad Sebastian Morawski