Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Delivering The Black

Delivering The Black - Primal Fear

Delivering The Black

Wykonawca:

Primal Fear

Gatunek:

Heavy metal

7 /10

Spotkałem się kiedyś z ciekawą opinią, że Primal Fear to pragmatyczna odpowiedź Niemców na brytyjski Judas Priest.

W istocie aż roi się od różnych konotacji pomiędzy tymi zespołami. Primal Fear niejako wyrósł na kanwie inspiracji twórczością Judas Priest. Zresztą niewiele brakowało by niemiecki zespół nie został uformowany, gdy swego czasu Ralf Scheepers ubiegał się o angaż w legendzie heavy metalu, która poszukiwała mocnego głosu po rozstaniu się z Robem Halfordem. Wybór padł na Tima Owensa. Tymczasem w niejakim Esslingen zmobilizowano zespół przypominający - klimatem, ubiorem, stylem gry, a nawet łysiną wokalisty -  wielkie Judas Priest. Oba zespoły później nawet razem koncertowały. Czujecie sytuację, w której na jednej scenie grają po sobie Primal Fear i Judas Priest? To tak, jakby przed emisją "Porucznika Kojaka" obejrzeć kilka odcinków "07 zgłoś się".

Nigdy nie było zatem mowy o heavy metalowej sztafecie pokoleń, ponieważ Niemcy w swej twórczości osiągnęli dobry poziom, ale na tym się ewidentnie zatrzymali. To wciąż tylko odpowiedź na Judas Priest. Manifest w rodzaju: nie możemy być tym zespołem, nie możemy w nim grać, ani też pójść śladem jego sukcesów, ale kto nam zabroni tworzyć podobną muzykę? Myślę, że właśnie w tym kierunku zarysowuje się też kolejne dzieło formacji "Delivering The Black". Dziesiąty album studyjny Primal Fear to całkowicie przewidywalny zestaw kompozycji - dziesięciu w podstawowej wersji krążka, dwunastu w europejskiej wersji rozszerzonej (nie licząc single edit do utworu "When Death Comes Knocking"). Ta przewidywalność nie musi oznaczać niczego złego. Trudno wszak nagle oczekiwać, aby muzycy Primal Fear wpadli na pomysł redefinicji swojej twórczości. W ten sposób na jubileuszowym albumie otrzymamy trochę mniej niż godzinę heavy metalowego mięsa po niemiecku. Materiał wypełniły na ogół kompozycje szybkie, pełne pazurów i zadziorów instrumentalnych, ostre w swej muzycznej wymowie, niekiedy też niebezpiecznie igrające z patosem, co zresztą należy też do fundamentów działalności zespołu. Słowem: esencjonalne, ale tylko dla niewymagających fanów gatunku.

Wszystkie kompozycje zostały napisane przez wspominanego już wokalistę Scheepersa, basistę i drugiego wokalistę Mata Sinnera, a także gitarzystę i klawiszowca Magnusa Karlssona, czyli rozprzestrzeniający się od kilku lat szwedzki pierwiastek w zespole. Nie bez przyczyny akcentuję obecność w tym składzie potomka Adolfa Jana Wittelsbacha, ponieważ odkąd dołączył on do Primal Fear,  zespół stał się nieco odważniejszy. Chodzi mi o konsekwencję i pomysłowość w tworzeniu utworów wielowątkowych, w przypadku nowego dzieła będą nimi "When Death Comes Knocking" i "One Night in December". Te dwie kompozycje wychodzą nieco poza wspomnianą wcześniej przewidywalność. Sprawiają, że czarne ptaszysko na okładce Primal Fear rzeczywiście ożywa w wyobrażeniach słuchaczy. To utwory niewolne od mrocznych niespodzianek dźwiękowych, pełne ciekawych zwrotów instrumentalnych, wreszcie budujące tożsamość zespołu. Zresztą takich niespodzianek na "Delivering The Black" znalazło się jeszcze kilka. Dość powiedzieć, że jest tu nawet moment, w którym można poczuć się… jak przy wycince drzewa w polskim lesie. Sprawdźcie "Never Pray For Justice".

Zresztą gorąco zachęcam do zapoznania się z całym dziełem. Zainteresują się nim wszak wyłącznie najbardziej zagorzali fani heavy metalu, którzy nie odpuszczają żadnej płyty. Sądzę zatem, że "Delivering The Black" to album dobry w ramach gatunku. Pesymistyczne jest to, że emerytura Judas Priest jest nieunikniona. Optymistyczne, iż lukę po tym zespole przez kilkanaście lat będzie próbował wypełniać Primal Fear. Przekonuje mnie o tym każda kolejna płyta Niemców. Nie jest inaczej w przypadku "Delivering The Black".

Konrad Sebastian Morawski