Kup Magazyn Gitarzysta

Helios - The Fray

Helios

Wykonawca:

The Fray

Gatunek:

Pop rock

3 /10

Wszystkich tworzących pop rock uprzejmie prosi się o zakup tej płyty. Przekonają się, jak tego nie robić.

Byłbym zaskoczony, gdyby ktokolwiek z was powiedział, że muzyka The Fray go grzeje. To kolejny amerykański wynalazek, he he, rockowy z rodziny The Script czy Lifehouse, który może i za Oceanem jest w stanie się podobać, ale ich nędzne próby naśladowania Brytyjczyków pokroju Coldplay budzą politowanie. Czwórka z Denver nie ma ani połowy talentu Chrisa Martina i spółki, o dobrej produkcji i aranżacji nawet nie mówiąc.

"Helios" jest niestety potwierdzeniem wszystkich zarzutów, które od lat kierowałem w stronę tej czwórki. To, co najbardziej razi od pierwszego zetknięcia z albumem to słaby, beczący wokal Isaaca Slade'a. Aż przykro się robi, gdy facet próbuje wyciągać góry w "Hold My Hand" i wyraźnie nie daje rady. To bynajmniej nie jest wyjątkowy moment na tej płycie, ale by się nie pastwić, zmilczę resztę.

A propos "Hold My Hand", to The Fray dość oryginalnie wybrali singel - to najgorsza piosenka na płycie. Zwrotka niby jeszcze przyjemnie się czai dzięki prostej, acz ładnej zagrywce fortepianowej, ale gdy wchodzi refren, ciężko nie zaliczyć opadu rąk. Zgrana miliard razy melodia no i ten dramatyczny wokal… Ja bym tego numeru nie wpuścił na krążek, Amerykanie się nim promują - ot, przewrotność.

Później jest niewiele lepiej. Mam wrażenie, że The Fray chce być na siłę alternatywne, w "Love Don't Die" próbuje zagrywek a la Alt-J, ale pomysły na ciekawy aranż kończą się po minucie. W "Give It Away" panowie chcą być jak Foals, ale gdzież temu kawałkowi do klasy "My Number"! Owszem, podoba mi się cięta, funkująca zagrywka gitarowa, ale poza nią nie dzieje się tu nic ciekawego.

W całości podobają mi się tu zaledwie dwie piosenki. "Keep On Waiting" to rzecz w duchu Thirty Seconds To Mars, ale jakby bardziej treściwa od oryginału. Nie wzgardzę "Our Last Days", kompozycją bardzo przestrzenną i radosną, a zadowolenia mego nie jest w stanie zabić nawet mój ulubiony Isaac.

"Helios" to jednak dramatycznie nudna płyta, bez polotu, bez zęba, który mógłbym wbić się w muzyczną duszę i zostać na dłużej w pamięci. Ja jedyne co zapamiętałem, to fakt, że nie chcę do niego już wracać.

Jurek Gibadło