Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Chronicles of the Immortals: Netherworld (Path One)

Chronicles of the Immortals: Netherworld (Path One) - Vanden Plas

Chronicles of the Immortals: Netherworld (Path One)

Wykonawca:

Vanden Plas

6 /10

Niemcy tworzący Vanden Plas to utalentowani muzycy o szerokich horyzontach. W przeszłości występowali wszak w głośnych rockowych musicalach, a w swojej twórczości nie stronili nawet od interpretacji dzieł wielkiego Alexandre Dumasa.

Weźmy do tego lata zebranego doświadczenia, w sumie około trzydziestu, sześć albumów studyjnych i kilkanaście innych wydawnictw na koncie, a także setki zagranych koncertów. Rezultatem powinno być niekwestionowane miejsce wśród tytanów światowego metalu progresywnego, ale o istnieniu zespołu nie słyszeli nawet niektórzy fani gatunku. Rzecz w tym, że twórczość Vanden Plas nie porywa. Jest z nią trochę tak, jak z Olafem Marschallem, czyli jedynym niemieckim piłkarzem z trwałą na głowie. Legendarny napastnik drużyny FC Kaiserslautern zachwycał swoja grą na boisku, ale też rozśmieszał swoją fryzurą poza nim. Podobnie jest z Vanden Plas, w którym potencjał do tworzenia wspaniałych nagrań wydaje się nie podlegać dyskusji, jednak jest w nim dużo tandety, która wpływa na jakość nagrywanych krążków.

Podobnie jest w przypadku siódmego dużego albumu Niemców zatytułowanego "Chronicles of the Immortals: Netherworld (Path One)". Po zapoznaniu się z tym dziełem nie mogę go ocenić inaczej niż niejednoznacznie. Muzycy pochodzący, nomen omen, z Kaiserslautern zarejestrowali krążek, na który złożyło się dziesięć utworów. Z jednej strony nie brakuje tu rzeczonej tandety, zaś z drugiej kwartet zbliżył się do najbardziej doniosłych pomysłów w progresywnym metalu. Momentami z albumu uderzają dźwięki, które z powodzeniem mogłyby ozdobić gry komputerowe z przełomu XX i XXI wieku. To charakterystyczne brzmienie budzące skojarzenia z systemem MIDI sprawdza się dobrze w chyba nie do końca poważnej twórczości szwedzkiego Machinae Supremacy, ale w korespondencji z pełnymi patosu instrumentami formacji wypada po prostu karykaturalnie. A patosu w twórczości Vanden Plas nie brakuje. Częściej wyważonego, niż przesadzonego. Dobrze uchwyconego na poziomie gitar i perkusji, niezwykle intuicyjnie tonowanego delikatnymi muśnięciami klawiszy i subtelnymi wokalami. Trudno zatem nie mieć pretensji do Niemców, gdy słuchacz wprowadzony w budujący nastrój, zupełnie niespodziewanie musi mierzyć się z muzyczną wariacją na temat starć pomiędzy orkami i ludźmi. Klimat wykreowany na "Chronicles of the Immortals: Netherworld (Path One)" ewidentnie się rozjeżdża.

Koncepcja baśniowego świata nie jest pomysłem najgorszym. Pomimo że częściej uskutecznia się ją w power niż prog metalu, to muzykom Vanden Plas pod względem instrumentalnym udało się zarejestrować kilka niezłych zagrywek. Pozostawiając patos na marginesie, warto zwrócić uwagę na burzę riffów gitarowych i ostrzejszy zasuw na perkusji, którymi Niemcy udowodnili, że potrafią zagrać mocniej. Dzięki temu wielowątkowe struktury, na ogół kapryśne jeśli chodzi o oryginalność i świeżość, zostały utrzymane przez Vanden Plas w dosyć urozmaiconym klimacie. Wspominane zagrywki z pogranicza heavy metalu sprawnie przedzierają się przez niekiedy przesłodzony klimat. Czasem też "Chronicles of the Immortals: Netherworld (Path One)" przybiera formę po prostu lekkiego i przyjemnego materiału balladowego. Całość sprawiałaby naprawdę niezłe wrażenie, gdyby nie uporczywe i męczące melodie. Sugerowałbym, aby ich główny autor, Günter Werno, zamienił zabawki na instrumenty klawiszowe, ewentualnie zaczerpnął inspiracji szerzej niż u D.C. Coopera.

W nagraniach dzieła, poza stałym pięcioosobowym składem Vanden Plas, wzięło udział jeszcze kilkanaście osób, głównie w przejmujących chórkach, czasem też w duecie z wokalami Andy’ego Kuntza. Szczególną rolę pod tym względem odegrała Julia Steingass, wokalistka będąca ważnym atutem tego albumu, której partie mogą wzbudzać swobodne skojarzenia z manierą Lee Douglas z Anathemy. W kwestii wokalnej warto też wspomnieć o udziale wyjątkowo drażniącego narratora Dave Essera. To w jaki sposób powinna wyglądać narracja na krążku prog metalowym przed dwoma laty zaprezentował Rutger Hauer u Arjena Lucassena. Do niego trzeba równać, nawet będąc Davem Esserem, nie zaś w odwrotnym kierunku, co ów jegomość uczynił na "Chronicles of the Immortals: Netherworld (Path One)". Kwestia wokali zatem klarownie wpisuje się w ogólną tendencję utrzymaną na krążku - pomiędzy tandetą a szczyptą geniuszu. Myślę, że ostatnie zdanie idealnie puentuje zawartość tego dzieła.

Konrad Sebastian Morawski