Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Lost Forever // Lost Together

Lost Forever // Lost Together - Architects

Lost Forever // Lost Together

Wykonawca:

Architects

Gatunek:

Metalcore

9 /10

Chwała narodowi angielskiemu za Architects. Brawa i pokłony. Grupa, która na początku kariery miotała się pomiędzy chaotycznym, matematycznym hc/metalem a ciągotami w stronę metalcore’a, wreszcie, po tylu latach, wyklarowała oryginalny i doskonały styl.

Panie i panowie, Architects podrobić się nie da - niezależnie czy z czasu "Ruin" lub słabawego "The Here and Now".

Pozwolę sobie zostać przy wspomnianym "The Here and Now". Krążek ów, choć nosił gatunkowe znamiona geniuszu zaprezentowanego na "Hollow Crown", okazał się być znacznym obniżeniem lotów i zwrotem w stronę bardziej komercyjnego grania. Na fali popularności You Me At Six czy Young Guns nikogo nie powinno to dziwić, aczkolwiek, formacja, która pokazała światu takie petardy jak "Follow The Water" czy "Numbers Count for Nothing" nie powinna tak rozczarowywać. Cóż, stało się jak się stało, czasu nie cofniemy, ale gdyby to było możliwe, najnowsze dzieło muzyków z Brighton winno zostać zarejestrowane tuż po "Hollow Crown". Gdyby tak się stało, słabsze - bo inne, dziwne i nie tak walące w pysk "The Here and Now" można by przyjąć - kolokwialnie mówiąc - na klatę i zrozumieć chęć pójścia w nieco inną stronę. Dziś byłoby to zrozumiałe i w pełni wybaczalne. Zresztą, "nówka" od Architektów nie jest całkowitym przeciwieństwem tamtego krążka, ale jednak - co cieszy wszystkich zwolenników zespołu - słusznym i oczekiwanym krokiem wstecz. A co z "Daybreaker"? Absolutnie nic, gdyż z całego albumu poprzedzającego "Lost Forever // Lost Together" tylko kilka numerów nadaje się do powtarzania bez opamiętania.

Wracając do szóstego albumu w karierze zespołu Sama Cartera, Architekci dawno nie byli tak wściekli, pełni pasji i wkurwienia, które rzadko ustępuje melodyjnym zaśpiewom i przebojowemu charakterowi. Angole Anno Domini 2014 deklasują nawet bardziej prog metalcore’ową konkurencję prezentując album zaskakująco dojrzały, brzmieniowo mocarny i bezpretensjonalny. Świetny manifest własnych poglądów - włącznie z filozoficznymi dywagacjami na temat Boga - oraz świadomości własnej klasy i miejsca na scenie. Długo zwlekałem z odsłuchem "Lost Forever // Lost Together", ale kiedy już odpaliłem krążek, zmiotło mnie nie mniej jak w przypadku nowego Calibana. Kto postawił krzyżyk na metalcorze, niezależnie czy na australijskim, niemieckim, rosyjskim czy brytyjskim, ten jest w błędzie. Przeżywający swoją piątą młodość nurt wciąż ma jeszcze coś do zaoferowania i to właśnie dzięki takim zespołom jak Architects nie ma co się wstydzić "muzyki dla młodzieży".

Panowie gęsto sieją blastem jak i polirytmicznymi zagrywkami, a jeszcze bardziej dosadnie, po raz pierwszy kładą tak silny nacisk na uwypuklenie złożonej pracy sekcji rytmicznej. Walący w beczki Dean Searle bębni z godnym pozazdroszczenia impetem, ale nie to wywołuje uśmiech na mej twarzy. Chłop dwoi się i troi, aby słowo kreatywność stało się jego drugim imieniem i - bez ściemy - tak właśnie jest. Dowód? A proszę bardzo: numer jeden albumu, kupujący słuchacza świetnym refrenem "Collony Collapse" czy bezpardonowy atak w postaci "C.A.N.C.E.R". Jest czego słuchać, a perkusja to przecież nie wszystko. Jedyne czego mi tutaj brakuje to solówek, ale jak wiadomo, nigdy nie był to specjalnie dopieszczany element w twórczości tego zespołu.

Jak dotąd fani zespołu uznają szóstą pozycję w dorobku Architects za dzieło niemal szczytowe. Coś w tym jest i nie ukrywam, że również zastanawiam się nad postawieniem im recenzenckiego pomnika. Choć na jakiś czas zapomniałem o bardzo lubianych w naszym kraju Architektach, wiem, że w zestawieniu tegorocznych pozycji w tym gatunku będzie to najściślejsza czołówka.

Grzegorz "Chain" Pindor