Kup Magazyn Gitarzysta

Spectre - Laibach

Spectre

Wykonawca:

Laibach

Gatunek:

Electronic

10 /10

Już pierwsze przesłuchanie "Spectre" rozwiewa wszelkie ewentualne wątpliwości. Laibach ponownie nie zawiódł.

Laibach jest wciąż jednym z ciekawszych zjawisk w szeroko pojętej współczesnej sztuce. Działalność muzyczna tego kolektywu, nierozerwalnie powiązana z prowokującą totalitarno-militarną otoczką, jest tylko jedną z odnóg jego twórczej aktywności. To zespół, który od lat swobodnie i konsekwentnie korzysta z nieograniczonej wolności, nagrywając co chce i kiedy chce. To zespół, który niemal programowo nie powtarza się i zawsze wydaje na świat albumy, które totalnie różnią się od poprzednich, choć cały czas naznaczone są charakterystycznym stemplem ich własnego, unikalnego stylu. To, wreszcie, zespół, który nie wydaje słabych płyt. Tak po prostu. Laibach to gwarancja jakości w dzisiejszym (nie tylko muzycznie) byle jakim świecie.

"Spectre" to pierwszy album 'z krwi i kości' Słoweńców od czasu fantastycznego "Volk" sprzed ośmiu lat, choć równie dobrze można by cofnąć się jeszcze dalej, do "WAT" z 2003 roku. W końcu to "WAT" zawierał autorski materiał formacji, podczas gdy "Volk" składał się "tylko" z laibachowych interpretacji hymnów państwowych. Nie znaczy to oczywiście, że zespół milczał przez tyle lat, po drodze były przecież składanki, koncertówka, krążek reinterpretujący fugi Bacha ("Laibachkunstderfuge"), którego sensu zresztą do dziś nie pojmuję, wreszcie soundtrack do filmu "Iron Sky" sprzed dwóch lat. Kto, jak nie Laibach, miałby stworzyć muzykę do tego prześmiewczego filmu, opowiadającego o nazistach egzystujących sobie całkiem nieźle po ciemnej stronie Księżyca?

Na pełnoprawnego długograja fani musieli jednak poczekać aż do marcowej premiery "Spectre", która - jak zawsze - przyniosła nowy wizerunek Słoweńców. Muzycy zapowiadali, że nowa płyta będzie reinterpretacją stylu Laibacha, 'manifestem politycznym w poetyckiej formie' i tak jest w istocie; nie rzucali słów na wiatr. Przede wszystkim, uwagę zwraca duże zróżnicowanie materiału, mieszanka klimatów, tempa i stylistyk oraz aranżacyjne bogactwo kompozycji, co z miejsca stawia "Spectre" na przeciwległym biegunie względem bardzo jednorodnych, jednolitych stylistyczne "WAT"  oraz "Volk". Pod tym względem "Spectre" przypomina mi trochę "NATO" sprzed 20 lat, ale nie są to bardzo wyraźne konotacje; chyba że przyjrzymy się ideologicznemu podłożu, które towarzyszy tym kompozycjom.

Laibach zawsze był zespołem społecznie i politycznie zaangażowanym, i nie inaczej jest i tym razem. Słoweńcy wciąż trzymają się podobnych obszarów: wojna, polityka jako źródło zła, (anty)kapitalizm, społeczeństwo, utopia i antyutopia. Pesymizm w "No History" czy wizjonerskim "Eurovision", w którym Milan Fras, opowiadając o wyległych na ulicę tłumach, śpiewa "In the absence of war / We are questioning peace / In the absence of God / We are pray to police", konkludując w refrenie "Europe is falling apart", niespodziewanie łączy się z nutą optymizmu w zamykającym regularną część albumu "Koran". Zespół sugeruje w nim, że świat może stać się lepszym miejscem ("I believe in a better world / I believe in a better place / I believe in brotherhood / Equality and Freedom / I believe in happiness for all"). Wcześniej, w "Americana" i "Walk with Me" zespół zagrzewa do porzucenia biernych postaw i bezczynności ("Stop hanging around / Doing nothing / But wasting your time / Come walk with me / We'd better change the world"), w "Bossanova" zaś deklaruje "No control, president or parliament!"

Jak już wspomniałem, "Spectre" wyraźnie kontrastuje ze zwartym i trochę po germańsku kwadratowym "WAT" (wrażenie to podkreślały niemieckojęzyczne, w większości, teksty zawarte na tamtej płycie) oraz jednorodnym pod względem klimatu "Volk". Już od czasów poprzedniej płyty Fras, zawsze bardziej deklamujący niż śpiewający, dzieli się mikrofonem z zaproszonymi gośćmi (w pamięć zapadły choćby świetne partie Borisa Benko), co wyraźnie wpłynęło na "umelodyjnienie" i urozmaicenie muzyki zespołu. Podobnie jest ze "Spectre", na którym znalazła się niespotykana wcześniej ilość kobiecych wokali. Mina Špiler, która na "Volk" zaśpiewała w dwóch kawałkach, od tego czasu została praktycznie stałym członkiem ekipy Laibach i mam wrażenie, że pojawia się tu nawet częściej niż Milan Fras, który np. w "Eat Liver!" zrobił sobie przerwę.

Taneczny, oparty na silnym, niemal techno-beacie "Eat Liver!" to zresztą jedna z najbardziej zaskakujących i wyróżniających się kompozycji na tym albumie, choć z drugiej strony każda z nich to właściwie odrębna historia. Zwiewna piosenka na początek "The Whistleblowers", mroczna i nieco soundtrackowa elektronika "Eurovision", mocne "Eat Liver!" i "Bossanowa", "Resistance is Futile" z agresywniejszym, wojennym wręcz refrenem, w którym dzieje się więcej niż na całych wczesnych płytach Słoweńców, czy piękny nawiązujący do klimatu "Volk" "Koran" to tylko przykłady, bo każdy utwór ma tu coś innego do zaoferowania. Znakomite elektroniczne podkłady, chóry, świetne partie śpiewu Miny Špiler, trochę vokodera, orkiestracje, monumentalizm i minimalizm w jednym.

Wysoki poziom trzymają również uzupełniające materiał bonusy, które nie odstają jakościowo od regularnego programu albumu i bez których "Spectre" byłaby niekompletna. "The Parade" przypomina mi aurę "NATO", a znakomity "Just Say No!" to jeden z moich ulubionych kawałków na płycie. Do tego dochodzą dwa, jak zwykle w przypadku Słoweńców totalnie przemeblowane, covery - Serge Gainsbourga ("Love on The Beat") oraz Blind Lemona Jeffersona ("See That My Grave is Kept Clean"). Gdyby Jefferson, jeden z prekursorów bluesa, usłyszał tę gwałtowną i industrialną wersję swego zarejestrowanego w 1927 roku utworu, pomyślałby zapewne, że oto zbliża się apokalipsa. Świat się kończy.

Przyznaję, że w kontakcie z twórczością Laibach trudno zachować mi obiektywizm, ale jestem przekonany, że "Spectre" ma wszelkie atuty, by trafić do szerszej niż kiedykolwiek grupy odbiorców. Dla mnie to kandydat do płyty roku, a zarazem kolejny majstersztyk made by Laibach. Jak dobrze, że są jeszcze takie zespoły!

Szymon Kubicki