Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / White Light Generator

White Light Generator - Crippled Black Phoenix

White Light Generator

Wykonawca:

Crippled Black Phoenix

6 /10

Niezależnie od tytułu płyty, koloru okładki, roszad w składzie i zamierzeń przedsesyjnych, Crippled Black Phoenix pozostaje nieugięty w swoim smuceniu. Trochę zaczyna przynudzać.

Od zarania dziejów grupa Justina Greavesa stawiała na wykonywanie posępnych, melodyjnych, monumentalnych dzieł. Przez wiele lat robiło to na mnie ogromne wrażenie, a ukoronowaniem stylu była ostatnia płyta CBP, "Mankind (The Crafty Ape)". Bardzo urozmaicona, ale przy tym spójna.

Przychodzi jednak taki moment w życiu, gdy słuchacz (czy recenzent), ma dość ciągłego dołowania. Nie chodzi tylko o jego nastrój, ale przede wszystkim o odbiór muzyki konkretnego zespołu. Skoro Crippled Black Phoenix ostatnim materiałem zasugerował, że ma ochotę eksplorować nowe rejony, a przed wydaniem najnowszego, "White Light Generator", przebąkiwał, iż chce - zgodnie z tytułem - wpuścić nieco światła do swojej muzyki, to nastawiałem się na album przełomowy. Nic takiego nie nastąpiło.

Dlatego, mimo wielu udanych kompozycji, traktuję szósty duży krążek CBP jako powtórkę z rozrywki, dzieło nie będące w stanie podbić dziś mojego serca. Cieszę się z powodu obecności takich numerów, jak "Sweeter Than You" czy "A Brighter Tomorrow", które na dwa różne sposoby (staroświecki pop-folk i post-rock) eksplorują jaśniejszą stronę muzyki. Wrażenie robi na mnie potężny "NO! (pt 2)" czy nieco pinkfloydowy "We Remember You", ale całość "White Light Generator" wydaje mi się strasznie monotonna, przewidywalna, miejscami przerysowana (gotycki klimat w "Let's Have An Apocalypse Now!"), bez miejsca na oddech.

A może dopadło mnie wiosenne przemęczenie? Może docenię ten krążek za jakieś pół roku? Jednak w chwili, gdy piszę te słowa, muzyka Crippled Black Phoenix nudzi mnie jak nigdy, mimo że mam szacunek do klasy wykonawczej i kompozytorskiej prezentowanej przez zespół. Póki co polecam sięgnąć po poprzedniczkę, albo po "I, Vigilante" - albumy zdecydowanie bardziej klasowe i mające "to coś", czego "White Light Generator" nie posiada.

Jurek Gibadło