Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / La Vie Electronique 15

La Vie Electronique 15 - Klaus Schulze

La Vie Electronique 15

Wykonawca:

Klaus Schulze

Gatunek:

Electronic

8 /10

Z twórczością Schulza to jest tak, że trzeba sobie udzielić odpowiedzi na dość proste pytanie - wolę mieć w garażu Ferrari F50 (ewentualnie Chevrolet Camaro piątej generacji), żyletę rzecz jasna, czy też pełną dyskografię (kupowaną po promocjach!) Klausa Schulza na półce?

Użycie takich, a nie innych marek nie jest zresztą bezpodstawne, bo tak jak owe auta, tak i Klaus Schulze jest towarem skierowanym raczej do wytrawnych znawców, kolekcjonerów i słuchaczy ze skrajnie wyrobionym poczuciem estetyki. Muzyka niemieckiego kompozytora to nie rzecz dla ludzi z przypadku, ale konkretnego, przez lata formowanego odbiorcy. Tak jak wspominałem przy okazji niedawnej kooperacji artysty z Lisą Gerrard "Big In Europe. Vol.1: Warsaw" - Schulze tworzy muzykę trudną, charakterystyczną, wręcz elitarną i - proszę wybaczyć za użycie słowa, nie mam nic złego na myśli, sam zresztą wchodzę w poczet słuchaczy - snobistyczną. Absolutnie niepopularną i nie nadającą się do słuchania bez wcześniejszego przygotowania i zatopienia się w estetyce artystowskiej elektroniki.

Seria "La Vie Electronique" to nic innego jak kolejna, pięknie wydana, kompilacja nagrań artysty, jak do tej pory składającej się z piętnastu części, a każda z nich zawiera trzy płyty. Zasadniczo nie jest to nic nowego, bowiem materiał z "LVE" powiela ten, który ukazał się już jako pięćdziesięciopłytowe "The Ultimate Edition", składające się z kolei z "Silver Edition" (10 CD), "Historic Edition" (10 CD) oraz "Jubilee Edition" (25 CD). Rzecz jednak w tym, że "The Ultimate Edition" jest już praktycznie niedostępna, a poszczególne egzemplarze z rzadka pojawiają się na aukcjach osiągając niebotyczne kwoty. Toteż postanowiono po raz kolejny wydać Klausa Schulze dzieła wszystkie, tym razem chronologicznie, a sygnuje je nazwa "La Vie Electronique" - znajdziemy tu masę materiału, który przed wydaniem "The Ultimate Edition" był niedostępny, pochodził z prywatnej, niepublikowanej kolekcji muzyka.

Część piętnasta przenosi nas w lata 1997/99. Płyta pierwsza zawiera studyjny utwór "'Nuff Said!" (1997); płyta druga składa się z koncertowych "L'opera aperta" (1998), "La Tolleranza" (1998) oraz studyjnego "Time Goes By" (1999); trzecia zaś to już trzy studyjne utwory z roku 1999: "Cum cello spiritu", "Cellingua" oraz "Cello cum laude". Każdy dysk to niespełna osiemdziesiąt minut muzyki trudnej, momentami wręcz nieznośnej percepcyjnie. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy sobie, że przesłuchanie w pełnym skupieniu trzech płyt Schulza to tak jakby próbować przeczytać trzy tomy "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta bez dłuższych przerw, albo obejrzeć trzy filmy Bergmana w jedną noc - możliwe, aczkolwiek niewątpliwie szkodliwe dla mózgu, nazbyt przeciążonego wysiłkiem intelektualnym w owe czynności włożonym.

Zresztą rozprawianie o "La Vie Electronique" z poziomu części piętnastej jest co najmniej cudaczne. Nikt nie zacznie kompletować serii od tej części, nikogo też ona do twórczości Schulza nie zachęci, natomiast osoby, które nabyły już poprzednie czternaście "tomów" na pewno nabędą i piętnasty - wiedzą też doskonale od dawna co się w nim znajdzie i jaką estetykę będzie reprezentować. Jeśli natomiast są na sali osoby, które chciałyby wejść w świat Klausa Schulze, powinny zacząć od pierwszych płyt Tangerine Dream, a dopiero później wkraczać w te bardziej artystyczne twory niemieckiego kompozytora - z całą serią "La Vie Electronique" włącznie. Ocenę proszę traktować czysto umownie - Schulze nie da się opisać cyframi.

Grzegorz Bryk