Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Youth Culture Forever

Youth Culture Forever - PAWS

Youth Culture Forever

Wykonawca:

PAWS

6 /10

Drugi album obracającego się w alternatywno rockowych klimatach tria z Glasgow, jakkolwiek daje się słuchać, to w żadnym razie nie wodzi na pokuszenie.

Panowie hołubiący - jak przecież głosi tytuł krążka - kulturę młodzieżową zdają się być bandem wyciągniętym wprost z amerykańskiego garażu, gdzie muszą wisieć plakaty Pearl Jam i Nirvany, choć zespół nie bardzo wiedząc jak się gra grunge idzie raczej w kierunku stylistyki artystów alternatywnych jedynie z nazwy. PAWS bowiem są przede wszystkim indie rockowi, choć czuć, że chcieliby być grunge'owi, momentami też punkowi. Brudzą swoją muzykę przesterowanymi gitarami, za mocno podbitym basem, który rozmywa całość materiału, przez co utwory są nieczytelne. Przez ścianę owej gmatwaniny próbuje przebić się perkusista, łupiąc szaleńczo po bębnach, wybijając prosty, punkowy rytm. Aby całość uczynić jeszcze bardziej nieczytelną, wszystkie wokale przepuszczono przez różnego rodzaju efekty, dodając im garażowego piachu.

Tyle, że to wciąż indie rock, choć rzeczywiście - w przeciwieństwie do innych artystów mieniący się ową gatunkowością - w pełni niezależny. PAWS pobrzmiewa echami Middle Class Rut, tyle, że są mniej profesjonalni w tym co robią. Bardziej przypominają chłopaków z sąsiedztwa, którzy po opuszczeniu murów znienawidzonego liceum łapią za gitary, żeby dać upust wnerwieniu. Jednakże bywają i momenty bardziej melodyjne, na modłę nawet radiowej alternatywy. Przede wszystkim jednak PAWS bardzo chcieliby, żeby ich indie rock brzmiał Nirvaną i rzeczywiście, przestery czasem potrafią zabrzmieć mocarnie, a riffy wbić w podłogę niczym pierwsze takty "Smells Like Teen Spirit". Szczególnie inspiracje słychać w ostatnim, dwunastominutowym "War Cry" (gwoli dopowiedzenia - o pięć minut za długim), który prócz potężnych gitar uzbrojony jest w pokaźnej długości fragment instrumentalny rodem z grunge'owej psychodelii. Nirvaną w każdym razie pachnie na kilometr, a i wściekłością wali po uszach z mocą nielichą.

Niemniej krążek sam w sobie jest raczej mało interesujący. Brzmienie mało selektywne, zbyt rozmyte przez basy, pachnie garażem, ale raczej syntetycznym, zrobionym na siłę. Utwory, często dwuminutowe, nie chwytają jakoś specjalnie za serce, bo ledwo zaczynają się podobać, a już się kończą - zupełnie jakby trio nie miało na nie bardzo pomysłu. Gdy już przebrniemy przez miniaturki, nagle, ni z tego ni z owego, dostajemy kolosa, całkiem udanego, ale też w pewnym momencie nużącego. Oddajmy jednak zespołowi PAWS, że w przeciwieństwie do wielu alternatywno rockowych kapel, oni autentycznie są alternatywni i to właśnie miłośnicy owej sceny prawdziwie niezależnej powinni się PAWS zainteresować.

Grzegorz Bryk