Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Shadows of The Dying Sun

Shadows of The Dying Sun - Insomnium

Shadows of The Dying Sun

Wykonawca:

Insomnium

9 /10

Możliwość przedpremierowego odsłuchu kolejnego albumu Insomnium napawała - i dalej napawa - ogromną radością.

Fińscy melodyjni death metalowcy należą do ścisłej czołówki moich ulubionych skandynawskich zespołów, a jako że grają obecnie chyba najciekawiej w swojej klasie, nie sposób nie cieszyć się nowymi dźwiękami wychodzącymi spod palców kwartetu z Joensu.

"Shadows of The Dying Sun" zawiera dziesięć premierowych kompozycji trwających niemal godzinę. Jest to czas, którym warto się cieszyć i delektować, gdyż żaden z utworów umieszczonych na tym wydawnictwie nie nudzi. To wręcz niebywałe, ale ten krążek jest bliski melodeathmetalowego ideału. Jest to zasługa doskonałego klimatu, porywających melodii i groove, którego czasem brakuje innym tego typu formacjom. Agresja nie jest tutaj najważniejsza, liczy się ogólny vibe kompozycji. Panowie ani na moment nie porzucają swojego charakterystycznego brzmienia i harmonii, nie eksperymentują, wiernie trzymają się własnej stylistyki i choć przeważnie jest to wada, w tym jednym przypadku "stanie w miejscu" jest największą możliwą zaletą.

Spośród premierowej dziesiątki najbardziej podoba mi się siedmiominutowy potwór "Black Heart Rebellion", będący clue całego albumu. Numer ten ma w sobie dosłownie wszystko to, z czego słynie Insomnium. Są w nim perfekcyjne i umiejętnie dozowane blasty (najlepsze te pod koniec utworu), jest niepokojący, wciągający nastrój, mocny przekaz, świetne solo i moment pół-akustycznego oddechu.  Fragmenty, w których panowie zrzucają z siebie deathmetalowe kajdany są najciekawsze. Im więcej takich momentów (a jest ich o dziwo dość sporo) tym lepiej. Jak dotąd nie był to wybitnie eksploatowany element w twórczości Finów, traktowany raczej jako dodatek. Tym razem jest odwrotnie, choć oczywiście "młócki" nie brakuje.

Byłbym zapomniał o czystych wokalach. Śpiewu zbyt wiele nie ma, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że nawet gdyby Ville lub Niilo stracili możliwość growlowania (na koncertach robią to obaj), to przynajmniej w teorii poradzili by sobie i bez tej charakterystycznej formy ekspresji. Nie zanosi się jednak na to, aby jeden ze znaków firmowych Insomnium miał odejść w niebyt, więc cieszmy się z tego co mamy. Jest z czego.

Grzegorz "Chain" Pindor