Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Louder Than Ever

Louder Than Ever - Pretty Maids

Louder Than Ever

Wykonawca:

Pretty Maids

Gatunek:

Hard rock

8 /10

Pretty Maids - weterani duńskiej sceny hard/heavy postanowili zrobić prezent oddanym fanom i wydali ostatnio podwójne wydawnictwo zatytułowane "Louder Than Ever".

Na jednym krążku zamieszczono 12 utworów, wśród których znajdziemy przede wszystkim odświeżone wersje znanych już numerów plus cztery nowe kompozycje. Drugi dysk to DVD, zawierające dwa teledyski do kawałków "Mother Of All Lies" i "Little Drops of Heaven" oraz ciekawy, ponad 40 minutowy dokument muzyczny “Why So Serious", w którym możemy zobaczyć muzyków w trasie i wielu różnych nietypowych sytuacjach.

Jeśli chodzi o krążek audio - na początek dostajemy nowy utwór - "Deranged", energiczny z nośnym refrenem i dobrym tekstem. Porządne otwarcie całości i kolejny dobry numer w dyskografii duńskiego bandu. Nowości reprezentują jeszcze pop-rockowy "My Soul To Take"; ostry, pędzący i bezkompromisowy "Nuclear Boomerang". Nie zabrakło też naprawdę ładnej, nastrojowej ballady "A Heart Without A Home". Lirycznej, poprowadzonej z wyczuciem i gustem. Odświeżone utwory brzmią starannie, przebojowo i świeżo. Szczególnie wyróżnić można “Wake Up To The Real World" - zaakcentowane zostały tu klawisze, a refren niesie się teraz, jak rakieta. "Snakes In Eden" otwieracz z albumu "Anything Worth Doing Is Worth Overdoing" (1999) brzmi jeszcze potężniej niż w wersji pierwotnej, podobnie zresztą jak "Playing God" z krążka "Planet Panic" (2002).

Co tu dużo filozofować - jako wielbiciel weteranów, szczególnie klasyków, którzy z wiekiem nie odpuszczają i wciąż trzymają za gębę - mogę jedynie nowe wydawnictwo Pretty Maids polecić. Niech młode kapele, jeśli tego chcą, ścigają się na listach sprzedaży, niech kombinują nad oryginalnym brzmieniem i bawią się w kosmiczne dodatki. Od gości, którzy przez ponad 30 lat wciąż łoją hard/heavy nie oczekuję jednak żadnych udziwnień. Regularne wydawanie bonusowych i studyjnych płyt, ciągłe koncertowanie oraz nagrywanie interesujących dokumentów z tras jest dla mnie wystarczająco satysfakcjonujące. Życzę krzepy panowie i oby tak dalej.

Jakub Kosek