Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Triumph and Power

Triumph and Power - Grand Magus

Triumph and Power

Wykonawca:

Grand Magus

Gatunek:

Heavy metal

5 /10

Bojowy drakkar Grand Magus z albumu na album nabiera coraz więcej wody. Ciekawe, czy załoga pod wodzą JB ma na stanie kamizelki ratunkowe?

Począwszy od "Iron Will" sprzed sześciu lat, każdy kolejny krążek szwedzkiego trio prezentuje coraz niższy poziom i wygląda na to, że tego procesu nic już nie zatrzyma. Gdy po przebrnięciu przez "Triumph and Power" próbowałem zdefiniować przyczynę, dla której w ogóle sięgnąłem po najnowszą płytę Grand Magus, do głowy przyszła mi tylko jedna odpowiedź - sentyment. Wcześniejszy "The Hunt", na którym działo się przecież niewiele dobrego, wysyłał już  wystarczająco czytelne sygnały. Być może kierowałem się również jakże naiwną nadzieją, że JB i spółka wciąż są w stanie zmobilizować się na tyle, by wykrzesać jeszcze z siebie coś sensownego. "Triumph and Power" nie pozostawia tu jednak żadnych wątpliwości - nie są.

Najnowsza odsłona Grand Magus jest tak kiepska, że autentycznie zaczynam się wstydzić, że podobały mi się ich pierwsze krążki. Ba, sporo fajnych momentów można znaleźć i na "Hammer of the North", po który wciąż od czasu do czasu sięgam (w przypływie epickiego nastroju). "Triumph and Power" kolejny raz powielił magusowe schematy, specyficzną melodykę i tłuczone od jednej i tej samej sztancy refreny. Właściwie powielił wszystko, co do tej pory zespół wymyślił. Magus kopiuje jednak sam siebie coraz gorzej, niczym kopiarka, w której kończy się toner. To, co kiedyś było w twórczości Szwedów najbardziej chwytliwe, dziś pachnie wzorcową wioską. Nawet, gdy kapela trochę się rozpędza, jak np. w rasowym autoplagiacie "Fight", w połowie dostaje nagłej zadyszki, niepotrzebnie psując klimat kawałka. Po "The Hunt" wydawało mi się to niemożliwe, ale trio odgrzewa schematy w sposób kompletnie nieprzekonujący i jeszcze bardziej wygładzony. Album, nawet jak na wtórny heavy metal, jest tak smętny i pozbawiony pazura, jakby nagrała go trójka zmęczonych życiem 70-letnich weteranów.       

"Triumph and Power"? Wolne żarty! Zamiast ataku na wroga, mamy tu tylko głaskanie po policzku, zamiast krwi - kilka kropel ketchupu, a w miejsce ruin i pożogi płonie co najwyżej tea-light z Ikei. Odynie, Thorze i Quorthonie, słyszycie i nie grzmicie?

Szymon Kubicki