Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Chopin Died

Chopin Died - Chopin Died

Chopin Died

Wykonawca:

Chopin Died

Gatunek:

Rock

8 /10

Premierowy album Chopin Died to jeden z ciekawszych debiutów na polskim rynku rockowym od długiego czasu.

Trio muzyków w składzie: Maciej Pankiewicz (wokal, gitary), Janek Witaszek (bas) i Maciej Duszak (perkusja) w trzech kwadransach zmieściło wyjątkowo zwiewne i subtelne kompozycje, ale zarazem potrafiące nastroszyć pazurki instrumentalne. Utwory są na ogół krótkie, nieprzesadzone w swej strukturze, tryskające energetycznym instrumentarium i lekkim, przyjemnym wokalem. Jedenaście kompozycji tworzących debiutancki krążek Chopin Died to właściwie balansowanie pomiędzy wspominanymi stanami rockowej ekspresji. Jej łagodną, niemalże niebiańską ilustracją, a zagrywkami wpisującymi się w konwencję hard, choć od razu trzeba zastrzec, że poświęcono im mniej miejsca. Dzięki temu krążek zdradza potencjał radiowy.

Interesujące, że genetycznie Chopin Died częściowo wywodzi się z punk rockowego SL stereo. To niemiecki zespól, w którym swego czasu występował Maciej Pankiewicz, grając u boku Bjoerna Wagnera, Felixa Stiepela oraz Markusa Missbrandta. Tej grupie niemieckich muzyków należy przypisać współautorstwo kawałka "Silence", którego wielowątkowość przełamała ogólne założenia przyjęte na debiucie, dotyczące jej struktury. Kompozycja, choć oparta na pomysłach właściwych dla całego krążka, uwydatniła inklinacje Chopin Died do progresywnych pejzaży. Nieśpiesznie, łagodnie i szeroko w partiach instrumentalnych. Słychać tutaj wolność tworzenia, szczególnie w pięknym i natężonym instrumentalnie finale. To dominujące wrażenie z "Silence" może uchodzić za esencję całego albumu. Oczywiście o ile odrzucimy wspominane szerokości, ponieważ muzycy Chopin Died zdecydowali się przede wszystkim na numery oparte na konkrecie, tj. krótkich i nieprzekombinowanych zagrywkach.

Działalność Macieja Pankiewicza w SL stereo nie przełożyła się znacząco na Chopin Died. Punkowego brudu nie można tu doświadczyć w nadmiernych ilościach. Najostrzej formacja zabrzmiała w "Run", do którego konstrukcji też zresztą przyłożyli się wcześniej wspomniani muzycy SL stereo. Struny rozgrzały się też z pewnością przy kompozycjach "Second", "Freedom" i w mojej ocenie najlepszym utworze na krążku, zaiste porywającym "Personality". Na płycie dominują jednak uwodzicielskie melodie, które pozwalają słuchaczowi usiąść na rockowej chmurce i podążać w kierunku jej przygód. Niezbyt często pojawia się tu burza, a z materiału, choć słowa nie zawsze o tym mówią, emanuje bardzo optymistyczny klimat. Trio Chopin Died eksploruje różne gatunki muzyki, tak aby ubarwić swoje dziewicze rockowe brzmienie. Nie powinny zatem dziwić inspiracje muzyką przeznaczoną dla wysokich obcasów, ale też patenty pospolite, często śmigające w popularnych stacjach radiowych.   

Całość sprawia bardzo przyjemne wrażenie. Chopin Died stoją u progu wypracowania swojego własnego unikalnego stylu, w którym nie brakuje muzyki odzwierciedlającej wysokie umiejętności instrumentalistów, ale też potrzebnego wyrachowania, pozwalającego sięgać do szerokiego odbiorcy. Album zespołu to jedenaście kompozycji do kontemplacji, uwolnienia się, tańczenia, skakania pod sceną, słuchania w samotności i w radio. Materiał, nad którym rozciąga się aura doniosłości, ale też pomysły, o które pewnie zabijaliby się najbardziej wprawieni wykonawcy soft rocka. Przed Chopin Died rysuje się piękna przyszłość, a debiut jest tego najlepszym potwierdzeniem.

Konrad Sebastian Morawski