Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Everyday Robots

Everyday Robots - Damon Albarn

Everyday Robots

Wykonawca:

Damon Albarn

6 /10

Świetne melodie i nieprzyjemne aranżacje. Damonie A., czego ty od nas tak naprawdę chcesz?

Pierwszy duży album solo artysty klasy Albarna to zawsze musi być wydarzenie. Damon osiągnął w muzycznym życiu właściwie już wszystko, w różnych konfiguracjach personalnych i stylach muzycznych, na każdym odciskając swoje niepowtarzalne piętno. Facet jest wyjątkowy i ta kwestia nie podlega dyskusji.

Jednakże czasami wyjątkowość zapędza cię w kozi róg, starasz się stworzyć coś tak unikalnego i jedynego w swoim rodzaju, że przeginasz. Mając do dyspozycji najlepszy materiał, rzeźbisz poczwarę, która owszem - rzuca się w oczy, znamionuje twój geniusz, ale skutecznie maskuje twoje najważniejsze umiejętności.

Według mnie, gdyby Damon miał spłodzić swoje CV, jako najważniejszą umiejętność powinien wpisać: "pisanie pięknych melodii". Krążek "Everyday Robots" potwierdzi ją w całej rozciągłości, napakowany jest bowiem dwunastoma zgrabnymi utworami, nad którymi góruje nieco leniwy, trochę narkotyczny wokal Albarna. Posuwisty kawałek tytułowy, noszący ślady afrykańskich fascynacji "Mr Tembo", czy ballada utrzymana w duchu odkryć załogi Alt-J, "Hollow Ponds" - to pierwsze z brzegu pewniaki z "Everyday Robots".

Wszystko fajnie, tylko problem tkwi w przeładowaniu - każdy z kawałków na tej płycie obudowany jest nieznośną aranżacją, obfitującą w dziesiątki ścieżek ułożonych z partii pianina, gitary, smyków, dęciaków, a także mnóstwa mniej lub bardziej pasujących sampli. Przykładem niech będzie "Hostiles", minimalistyczny, smutny, ale zwiewny, prowadzony przez oszczędną partię gitary akustycznej i na poły szepcącego Damona. Niestety, muzyk na tym nie poprzestaje: dorzuca dziecięce głosy, szczekanie psów, trzaski płyty winylowej, kolorowe partie klawiszy… Gdyby je poprzycinać, poprzerzucać do innych numerów - wszystko byłoby okej. Ale nie jest, bo Albarn ładuje to wszystko na kupę, odwracając uwagę od prawdziwego piękna piosenek.

Z tego powodu obcowanie z "Everyday Robots" mnie zmęczyło. Nie to, że nie lubię ćwiczeń umysłowych napędzanych przez muzykę, niemniej uważam, że pop, nawet ten ambitny, nie jest stylem do nich predystynowanym.

Jurek Gibadło