Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Here And Nowhere Else

Here And Nowhere Else - Cloud Nothings

Here And Nowhere Else

Wykonawca:

Cloud Nothings

Gatunek:

Noise

8 /10

Cloud Nothings to amerykańskie trio z Cleveland w stanie Ohio, do którego określenia indie oraz noise rock pasują jak ulał.

Dwa lata temu zespół wydał entuzjastycznie przyjęty przez fanów i krytyków album "Attack On Memory". Każdy mógł znaleźć na nim coś dla siebie, zarówno fan Nirvany, jak i Sonic Youth, Superchunk czy Husker Du. Ta płyta trafiła również do mnie, mimo że wcześniejsze wydawnictwa grupy były mi zupełnie obojętne. Oddanie się w brudne ręce noise rocka było najlepszą decyzję, jaką kapela mogła podjąć. Steve Albini zadbał, by wszystko brzmiało jak należy, muzycy dodali do tego bezpretensjonalne, proste, znakomite numery, i wszystko to złożyło się na zasłużony sukces. Opłacało się rzucić college, jak uczynił to swego czasu lider zespołu Dylan Baldi, który postanowił poświęcić się całkowicie muzyce. Niewątpliwie w jakimś stopniu amerykański sen stał się jego udziałem, nawet jeśli nie jeździ limuzynami wypełnionymi dziewczynami i koksem. Po prostu spełnił swoje marzenie o graniu muzyki, której chcą słuchać nie tylko najbliżsi znajomi.

Wydaje się, że niedaleko padło jabłko od jabłoni. Z pozoru "Here And Nowhere Else" nie różni się aż tak bardzo od "Attack On Memory". I tak faktycznie jest, nie było podstaw, by zmieniać coś, co tak wyraźnie chłopakom z Cleveland pasuje. Na pewno albumy maja inny klimat. "Attack..." był nieco melancholijny, a "Here And Nowhere Else" jest bardziej bezpośredni, zwarty, brudny i swobodny.

Ta płyta jest jak jazda na desce w ciepły letni dzień. Jak granie w piłkę z kolegami, kiedy nie spinasz się, bo nie grasz o punkty albo nie lubisz kogoś w przeciwnej drużynie. Ta płyta jest jak rozmowa z dziewczyną na ławce przed Pałacem Przebendowskich/Radziwiłłów. W tym szczególnym czasie, kiedy miasto milknie po pełnym pracy dniu, i drzemie przed nocną zabawą. Kiedy jesteście tylko wy, a wokół nie liczy się nic i nikt. Jest tylko ta chwila beztroski.

Baldi mówił, że doświadcza lepszego okresu w życiu i nie zamierza udawać, że jest inaczej. Ma to odzwierciedlenie w muzyce Cloud Nothings. Jest jeszcze głośniejsza, jeszcze brudniejsza i jeszcze bardziej wolna, jakby nic nie było w stanie jej ograniczyć. "Here And Nowhere Else" stanowi wręcz definicję rocka, nie jego karykaturę, co się nieraz zdarza, kiedy komuś zabraknie wyczucia. Brzmi garażowo, ale nie amatorsko. Brzmienie jest brudne, ale czytelne. Sound rozedrganej perkusji jest surowy, ale nie tak jak na "St. Anger". Na pewno duża w tym zasługa Albiniego, który pokazał, jak należy to zrobić i odpowiedzialnego za produkcję materiału Johna Congletona (Swans, The Appleseed Cast, Baroness...), który tego nie zepsuł.

"Here And Nowhere Else" to trzydzieści dwie minuty czystej rozrywki, energetycznego, chwytliwego grania. Może zbyt hałaśliwego do puszczania w zetce, ale te kawałki mają dużą siłę nośną i ciężko się tym bezpretensjonalnym dźwiękom nie poddać. Refreny wyśpiewywane zachrypniętym głosem przez Baldiego wkręcają się w głowę. Perkusyjny wir porywa (to niesamowite ile ze swojego skromnego zestawu wyciska Jayson Gerycz). Surowe przesterowane gitary sprawiają, że człowiek gotów jest przebiec maraton bez wcześniejszego treningu (z jakimś refrenem na ustach, może być ten z "Pattern Walks"). "Here And Nowhere Else" to kolejny przykład na to, że opłaca się tworzyć szczerą muzykę i nikogo nie udawać. To nieco ponad półgodzinny antydepresant, który działa bezpośrednio po zażyciu. Polecam.

Sebastian Urbańczyk