Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Avatarium

Avatarium - Avatarium

Avatarium

Wykonawca:

Avatarium

Gatunek:

Doom metal

8 /10

Przyznaję bez bicia, że na Avatarium zareagowałem początkowo jak typowy zdradzony fan, który strzelił focha na wieść o karygodnych poczynaniach tak lubianego przez siebie muzyka.

Oto bowiem Leif Edling, głównodowodzący Candlemass, ogłosił jakiś czas temu, że zespół nie wyda już więcej studyjnej płyty, po czym jak gdyby nigdy nic założył Avatarium. Z nowymi muzykami oraz - uwaga - wokalistką w składzie. Na co to komu, Panie Edling? Na co to komu? W końcu ostatni album Candlemass "Psalms for the Dead" okazał się znakomity, a inne pomysły można przecież realizować, choćby tak jak w Krux, czyli metodą na skok w bok. Stało się jednak tak, jak się stało i debiutancki album "Avatarium" jest na rynku od końca ubiegłego roku. W końcu dotarł i do naszej redakcji (choć jak widać trochę to trwało), i wypada wreszcie recenzencko się z nim zmierzyć.

Kiedy po konkretnym, doomowym początku otwierającego krążek "Moonhorse", Jennie-Ann Smith na tle plumkania akustycznej gitary, roztoczyła słodki jak wata cukrowa klimat żywcem wzięty z do bólu przaśnego Blackmore's Night, w panice zacząłem rozglądać się za pilotem, by czym prędzej skrócić męki zarówno sobie, jak i zespołowi. Nie ukrywam, że w pierwszym kontakcie płyta kompletnie do mnie nie trafiła, na pierwszy rzut ucha brzmiąc niczym gorsza kopia Candlemass z wokalistką, która lepiej sprawdziłaby się w całkiem innym repertuarze. Musiało po prostu minąć trochę czasu, nim w końcu - niespodziewanie - coś jednak zaskoczyło i okazało się, że "Avatarium" wcale nie jest aż tak kiepski, jak z początku sądziłem. Co więcej, teraz jestem zdania, że to naprawdę bardzo dobry krążek, w którym wyraźnie słychać jedyny w swoim rodzaju sposób komponowania Leifa Edlinga. A Leif wciąż jest w formie.

Edling dobrał sobie muzyków, z którymi przy różnych okazjach miał już okazję współpracować, i którzy bardzo dobrze, bez najmniejszego zarzutu zrealizowali jego wizję. Instrumentalnie "Avatarium" stoi na wysokim poziomie, czerpiąc nie tylko z ciężkich patentów typowych dla Candlemass, ale też z innych źródeł, jak choćby z Rainbow, jednej z największych inspiracji Edlinga. Nie trudno również zauważyć, że materiały na "Psalms for the Dead" oraz "Avatarium" powstały w podobnym czasie, słychać tu bowiem sporo podobieństw, na przykład w pracy klawiszy czy w riffach. Wiele fragmentów debiutanckiego albumu Avatarium mogłoby spokojnie znaleźć się na ostatnim krążku Candlemass i uważam to za sporą zaletę.

Najtrudniej przyszło mi przełknąć obecność w zespole Jennie-Ann Smith. Nie dlatego, że to kiepska wokalistka, wręcz przeciwnie. Po prostu uważałem, że na przykład z takim Matsem Levénem za mikrofonem całość mogłaby zabrzmieć jeszcze lepiej (z drugiej strony rozumiem, że Edling nie chciał Levena w kolejnym, bodajże czwartym już zespole). Nie wspominając o tym, że śpiewające dziewoje w ciężkiej doomowej muzyce to już mocno wtórny trend. Muszę jednak oddać Jennie-Ann Smith sprawiedliwość. Pod względem warunków głosowych, niewiele wokalistek w tej stylistyce może jej dorównać, a zwłaszcza wokalistek-wiedźm, okupujących mikrofony w co najmniej kilkunastu kapelach spod znaku doom/retro/occult i innych takich.

Gdy śpiew Jennie-Ann Smith, niczym ostatni element układanki, znajdzie się na swoim miejscu, nic już nie przeszkadza w odbiorze i docenieniu wszystkich walorów "Avatarium". Okazuje się, że Smith doskonale pasuje do muzyki stworzonej przez Edlinga, który być może dzięki temu, pozwolił sobie na znacznie więcej delikatności (np. we wspomnianym "Moonhorse", czy pięknym zamykającym krążek  "Lady In the Lamp"). Opisując w prasie ten album, lider Avatarium komplementował Smith, przyrównując jej sposób śpiewania do Dio. Porządne wgryzienie się w płytę pozwala stwierdzić, że naprawdę nie jest to tylko czcze gadanie. Trudno o lepszą rekomendację. Od niechęci do entuzjazmu - taką drogę pokonał u mnie "Avatarium". Wniosek? Nigdy nie skreślaj żadnego albumu po jednym przesłuchaniu, bo możesz wiele stracić…

Szymon Kubicki