Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / You're Gonna Miss It All

You're Gonna Miss It All - Modern Baseball

You're Gonna Miss It All

Wykonawca:

Modern Baseball

Gatunek:

Indie rock

8 /10

Za sprawą Run For Cover Records na rynek trafia właśnie drugi album młodych baseballistów z Filadelfii. Czas wydaje się idealny, gdyż twórczość Amerykanów to - jakkolwiek to rozumieć - letnia muzyka.

College rock, indie, emo czy pop punk, tak zwykło określać się podobne granie. Na wskroś amerykańskie. Jak serial "Cudowne Lata". Dorastałem z Kevinem Arnoldem, ale nie miałbym problemu, żeby obejrzeć powtórki. Wraz z Modern Baseball trafiamy więc na studia. Dla mnie to już przeszłość, dlatego ta płyta jest jak znaleziony VHS czy DVD zawierające wybrane momenty z tamtego czasu. Czasu względnej beztroski, wolności od spraw, jakimi obarczona jest dorosłość. Oczywiście każdy na różnych etapach zmaga się z jakimiś problemami, ale bycie studentem, to tak naprawdę w większości przypadków życie pod kloszem. Wystarczy jednak, że pojawi się ona, która woli tamtego i wszystko się sypie. A potem poznajesz tę nową i w mgnieniu oka wszystko wraca na właściwy tor.

"You're Gonna Miss It All" jest w pewnym sensie niezobowiązująca, a z drugiej strony angażująca. Pod względem muzycznym album nie wymaga większego skupienia, jest idealny do wrzucenia do playera i wybrania się na przejażdżkę rowerem czy na desce. Jednak introspektywne teksty Brendana Lukensa sprawiają, że człowiek oddaje się chwili refleksji. Bo gdzieś pomiędzy imprezami, dziewczynami, nowymi znajomościami, Facebookiem i Instagramem czai się prawdziwe życie. A Lukens ma wrażliwość, o jaką nie posądzałbym kogoś w tym wieku. Najważniejsza wydaje się naturalność, Modern Baseball są osadzeni w konkretnej rzeczywistości i robią to, w czym czują się dobrze. I to słychać.

Nieco ponad półgodzinny album wypełniony jest bardzo prostymi, bezpretensjonalnymi, w większości niespiesznie zagranymi piosenkami. Modern Baseball nie atakuje super energetycznymi kawałkami, raczej jest to bardzo swobodne granie. Dość często pomiędzy typowo pop punkowymi partiami, tak charakterystycznymi dla gatunku (Jimmy Eat World, Plain White T's czy Blink 182) pojawiają się akustyczne partie. W zasadzie aż tak bardzo ta płyta nie różni się od debiutu, wciąż charakteryzuje ją pewna doza niedojrzałości, która w pełni uchodzi muzykom w tym wieku. Ponownie mamy do czynienia z niedługimi melodyjnymi kawałkami ze szczyptą melancholii. Pojawiają się tu i ówdzie indie folkowe tematy ("Notes", "Charlie Black"), które muzycy z łatwością przekuwają w pop punkowe. Choć mieszają się tu różnie odcienie rockowe i folkowe za sprawą aranżacji łączą się bez zgrzytu. Oczywiście z jednej strony dlatego, że te gatunki (pop punk, indie rock, emo rock) są pokrewne, a z drugiej powodem jest lekkość, z jaką poruszają się w tym obszarze muzycy MB.

Tak jak wspomniałem to wybitnie letnie wydawnictwo, na którym chwytliwe, czasem trochę oczywiste melodie zagrane są bez napinania się. Nieco niechlujne granie, co w tym przypadku jest zaletą, dodaje uroku tej muzyce, niesie ze sobą niemalże popową przebojowość. Z pewnością młodsi łatwiej znajdą tu coś, do czego mogą się odnieść, starsi mogą raczej oddać się wspomnieniom. Chyba że ktoś jest wiecznym studentem. Tak czy inaczej, rzecz tyleż niezobowiązująca, co godna polecenia na zbliżające się lato. I raczej wyłącznie dla fanów gatunku.

"I hate worrying about the future / 'Cause all my fucking problems are based around the past."

Sebastian Urbańczyk