Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / We Shall Live

We Shall Live - Mansion

We Shall Live

Wykonawca:

Mansion

Gatunek:

Doom metal

9 /10

"We Shall Live" to debiutancka epka tajemniczej fińskiej ekipy Mansion, wznowiona właśnie nakładem niewielkiej warszawskiej wytwórni Nine Records.

"We Shall Live" pierwotnie ukazała się w ubiegłym roku na winylu oraz CD-R i momentalnie namieszała w doomowym światku. Wystarczyły ledwie cztery utwory, by Mansion zaproszony został na kultowy holenderski fest Roadburn (niestety, w tym samym czasie, gdy występował, ja sludge'owałem się na Indian, hałasujących na innej scenie imprezy), a tam zespoły raczej nie trafiają z łapanki. Dzięki kompaktowemu wznowieniu w Nine Records będzie teraz można jeszcze łatwiej przekonać się, jakimi atutami dysponują Finowie.

Na dobry początek warto wspomnieć o bardzo dopracowanym wydaniu mini albumu, który stanowi ogromny krok naprzód w zestawieniu na przykład z Vestal Claret, czyli wcześniejszym krążkiem z logo rodzimego labela. Okładka "We Shall Live" oraz zdjęcia wewnątrz bookletu skutecznie przyciągają uwagę i wywołują podskórny niepokój. To pewnie zasługa specyficznego fanatyzmu, który wyraźnie bije od świetnie wystylizowanych postaci uwiecznionych na zdjęciach. Fanatyzm to zresztą bardzo trafne określenie także z tego względu, że graficzny i liryczny koncept płyty nawiązuje do Kartanoizmu, czyli fińskiej sekty chrześcijańskiej z pierwszej połowy XX wieku, której członkowie wierzyli w nieuchronnie zbliżający się koniec świata i drugie zstąpienie Jezusa na ziemię… Sekcie przewodziła Alma Kartano i oczywiście zupełnie nieprzypadkowo nazwa Mansion w ojczystym języku muzyków znaczy właśnie Kartano, a jego wokalistka przybrała pseudonim Alma.  

A skoro mowa o śpiewie, Mansion to kolejna doom/occult rockowa ekipa z wokalistką w składzie. Kilka razy, w innych recenzjach, narzekałem już na ten trend, ale biorąc pod uwagę koncept akurat tej formacji, trudno sobie wyobrazić, by mogło być inaczej - skoro kobieta dowodziła sektą, powinna również, przynajmniej formalnie, dowodzić zespołem. Na szczęście, Alma śpiewa bardzo dobrze, dlatego szybko trafiła do czołówki moich ulubionych frontwoman z tej stylistyki. Co więcej, to nie jedyny atut Mansion.

Być może to nadinterpretacja, ale mam wrażenie, że fińskie korzenie instrumentalistów formacji pomogły im stworzyć nie tylko swoiście przebojowe, błyskawicznie wpadające w ucho kawałki, ale także nasycone odpowiednio mroczną atmosferą. Najlepszym przykładem jest tu zamykający materiał "Slumber Sermon" - klimatyczne mistrzostwo świata. Duży wpływ na wykreowanie właściwego nastroju mają tu oszczędnie stosowane klawisze, za które odpowiada (wszechstronna jak widać) Pani Alma. Koncept stojący za Mansion (oraz wokalistka w składzie) mógłby skłaniać do porównań choćby z mocno uduchowionym i przy okazji cholernie przynudzającym Sabbath Assembly, w którym kiedyś udzielała się niejaka Jex znana z Jex Thoth, albo bardziej szatańskim od szatana i jeszcze bardziej przereklamowanym, a przy okazji już nieistniejącym The Devil’s Blood, dowodzonym przez Panią Faridę.

Mansion to jednak coś zupełnie innego. Dawno już nie słyszałem tak zgrabnego, nastawionego na świetne melodie, okraszonego odpowiednim klimatem i jednocześnie tak dobrze zaśpiewanego grania w tym nurcie. Nie ma tu spektakularnych fajerwerków, muzyczne patenty zdecydowanie nie zaskakują niczym nowym czy oryginalnym (chyba, że za takie uznać nieco ironowskie harmonie w środku "Sorrowless"), a mimo to "We Shall Live" brzmi naprawdę bardzo świeżo. Szkoda, że to jedynie epka. Liczę, że na pełnym albumie Finowie zaprezentują jeszcze więcej klasy. A swoją drogą ciekawe, w jakim pójdą kierunku, bowiem wydane w kwietniu nowe, winylowe i tym razem dwuutworowe mini, pokazuje nieco inne oblicze zespołu. Na pewno warto mieć na Mansion oko.

Szymon Kubicki