Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Blues Came Callin’

The Blues Came Callin’ - Walter Trout

The Blues Came Callin’

Wykonawca:

Walter Trout

Gatunek:

Blues rock

8 /10

"The Blues Came Callin’" ukazuje się w bardzo trudnym dla Trouta czasie. W zasadzie powinien hucznie celebrować 25-lecie swojej solowej kariery, ale dużo poważniejsze sprawy zakłócają to święto.

W konsekwencji ciężkiej, wyniszczającej organizm choroby, konieczny był przeszczep wątroby. Kiedy piszę te słowa jest już po zabiegu a na jego stronie internetowej pojawiają się krzepiące doniesienia informujące o tym, że przeszczep się przyjął i "nowa" wątroba funkcjonuje poprawnie. Przed Walterem jeszcze długie miesiące rekonwalescencji, ale mam głęboką nadzieję, że jest to finał jego cierpień i że szybko powróci do zdrowia a z czasem i do czynnego uprawiania muzyki. Oby tak się stało.

"The Blues Came Callin’" zawiera dwanaście kompozycji, w tym dziesięć autorskich Trouta. Jeden utwór dorzucił jego były "pracodawca", czyli John Mayall, a track listę uzupełnia cover J.B. Lenoira. Stylistycznie mamy dokładnie to, do czego przez 25 lat swojej solowej kariery przyzwyczaił słuchaczy Walter Trout - mocny, elektryczny, soczysty, gitarowy blues-rock. Ten pobieżny opis nie wyczerpuje w całości tego, co słychać na płycie, bo Trout postarał się zbytnio nie przytłaczać słuchacza przesadną nawałnicą mocnych dźwięków. Jako "zmiękczacz" wystąpił choćby przyjemnie zalatujący latami '50 i Chuckiem Berry, stareńko brzmiący rock’n’roll "Take A Little Time", czy też pojawiający się prawie w połowie albumu utwór o wszystko mówiącym tytule "Mayall’s Piano Boogie". Urzekają delikatne, rozkołysane, rozbujane fortepianowe dźwięki z dodatkiem adekwatnie do klimatu utworu brzmiącej gitary Trouta - najpierw zagranej akordami, jako tło, a potem również w postaci bardzo stonowanej solówki.

Jako się rzekło, przeważa mocne gitarowe bluesowanie, czyli to, co słychać choćby w "Wastin’ Away", "The World Is Goin’ Crazy (And So Am I)", "Born In The City" czy "The Blues Came Callin’" (z cudnie brzmiącym Hammondem B3, na którym zagrał sam John Mayall). Jest mocno, czasem bardziej rockowo niż bluesowo z całą masą gitarowej sztuki, gęstych riffów i soczystych solówek. Pięknie wypada "The Bottom Of The River", który zaczyna się spokojnie, dostojnie kroczącym rytmem podawanym przez marszowo walący werbel. Bogate tło zapewniają gitary dobro a donośnie zawodząca harmonijką dodaje całości pikanterii. Robi się jeszcze ciekawiej, kiedy do tego wszystkiego włącza się gitara elektryczna. Cudnie do siebie pasuje to akustyczne tło i elektryczne dopełnienie. To z całą pewności jeden z moich ulubionych utworów na płycie.

Sporym, ale bardzo przyjemnym zaskoczeniem jest facelifting, jakiemu poddano klasyka J.B. Lenoira "The Whale Has Swallowed Me". Dużo tu Hammonda zapewniającego mroczny nastrój, z którego wyłania się piękna gitarowa solówka. Całość utrzymana jest w bardzo przyjemnym, lekko psychodelicznym nastroju. Dobrze słucha się napisanego w chicagowskim stylu utworu "Willie". Napędzany harmonijką i bulgoczącym w tle Hammondem ładnie ozdobiony cudną solówką na gitarze. Jest jeszcze "Tight Shoes" - ogniste instrumentalne shuffle w stylu Steviego Ray Vaughana. Płytę zamyka utwór "Nobody Moves Me Like You Do" dedykowany żonie gitarzysty, Marie. Możemy się tylko domyślać, jak wielkim wsparciem była dla niego podczas tych najtrudniejszych chwil i tym większe emocje towarzyszą słuchaniu tego utworu. Proste, szczere słowa ale chyba w tej sytuacji nie trzeba nic więcej.

Wokal Waltera Trouta stracił nieco na mocy, ale biorąc pod uwagę wszystko to, co złego go dopadło, nie ma się co dziwić ani narzekać. Pomimo bolesnych okoliczności, jakie towarzyszyły powstaniu "The Blues Came Callin’", Walter Trout przygotował kawał solidnego, bardzo przyjemnego w słuchaniu blues-rockowego dzieła.

Robert Trusiak