Kup Magazyn Gitarzysta

Outsider - Uriah Heep

Outsider

Wykonawca:

Uriah Heep

Gatunek:

Hard rock

8 /10

Obchodzący 45-lecie istnienia Uriah Heep nie zwalnia tempa. Swoje ostatnie płyty wydają z godną podziwu regularnością, co trzy lata prezentując nową porcję premierowej muzyki.

"Outsider" to pierwszy album nagrany bez Trevora Boldera w składzie. Zmarłego w maju 2013 muzyka godnie zastąpił Dave Rimmer. Nie trzeba się specjalnie uważnie wsłuchiwać, aby zauważyć, że "coś" w temacie basu się zmieniło. W zasadzie w każdym utworze zwraca uwagę pięknie brzmiąca gitara basowa. Gęste pasaże, wyraźne "mruczenie" czasem przywołujące rozmaite skojarzenia, jak choćby "Speed Of Sound" (coś jak Queen w "Under Pressure") czy "The Outsider" (wręcz jak Steve Harris w Iron Maiden). Dave Rimmer wszedł do zespołu z dużym przytupem i impetem. Myślę, że będą mięli z niego pożytek. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby zaistniał również jako kompozytor wspomagając w tej materii Micka Boxa.

Album wypełnia jedenaście dobrych, równych kompozycji, bez mielizn, wypełniaczy i gry na czas, a wszystko zamyka się w zaledwie 49 minutach (prawie jak oldschoolowy winyl). Uczciwie muszę przyznać, że nie ma tu też killerów mogących konkurować z "Look At Yourself", "Easy Livin’" czy też "July Morning". W żadnym razie nie umniejsza to przyjemności słuchania, bo na krążku można znaleźć całkiem sporo argumentów, aby często i z radości po nią sięgać. Dokładnie jest to jedenaście argumentów. Trudno jest mi jednoznacznie wskazać najlepsze kawałki, tak równa jest to płyta. Od pierwszego przesłuchania zwracają uwagę te z zaraźliwymi refrenami i mające cechy przeboju jak "Speed Of Sound", "One Minute", "Rock The Foundation" czy też "Jessie". Ja chyba wolę kompozycje w stylu "Can't Take That Away", który swoją intensywnością przywołuje wspomnienie "Easy Livin’" czy też "Kiss The Rainbow", "The Outsider" lub "Looking At You" zawierający sporo surowego rock’n’rollowego, niemalże punkowego, grania. Gdybym miał się do czegoś przyczepić to uważam, że na "Outsider" zabrakło nieco powagi, patosu, epickości. Trochę tu za dużo beztroskiego, radosnego i rozbrykanego grania. Jeden jedyny spokojniejszy utwór to "Is Anybody Gonna Help Me?". Wypadałoby starszym panom zachować nieco więcej powagi i dostojeństwa. A może się czepiam?

"Outsider" to kolejny album, na którym Uriah Heep podąża ścieżką rozpoczętą na "Wake The Sleeper", czyli powrotu do swoich korzeni, do wszystkiego co od zawsze kojarzone jest z tym zespołem. Ściana dźwięku tworzona przez organy Hammonda (Phil Lanzon) i gitarowe riffy (Mick Box), donośny śpiew Bernie Shawa wspieranego przez kolegów z zespołu w tworzeniu niezwykle bogatych harmonii wokalnych, gęste granie Russella Gilbrooka na perkusji i piękne basowe pasaże Dave'a Rimmera. To jest prawdziwy Uriah Heep taki, jakiego chciałoby się słuchać jak najczęściej.

Na płycie króluje zespołowe granie. Solówek jest niedużo i są króciutkie, ot takie sobie raczej wtrącenia na boku. Najczęściej to Mick Box tnie w swoim dobrze rozpoznawalnym stylu dusząc pedał wah-wah, chociaż zdarza mu się zagrać i bez tego ustrojstwa (jako przykład "Kiss The Rainbow" śpiewnie i dostojnie niemal jak Tom Scholz w Boston). Te hammondowe popisy można policzyć na palcach jednej ręki, bo Phil Lanzon skupia się głównie na tworzeniu gęstego, soczystego podkładu.

Japońskie wydanie płyty, jako jeden z bonusów, zawiera utwór "One Minute" w wersji mocno alternatywnej, bo z gitarami akustycznymi i z dominującym fortepianem zamiast Hammonda. Uroczo się to prezentuje, aż człowiek nabiera ochoty na unplugged w ich wykonaniu.

Na "Outsider" znajdujemy całkiem spektakularny polski ślad. Autorem grafiki zdobiącej okładkę jest poznański artysta Igor Morski. Swoją drogą to bardzo udany obrazek, chociaż podskórnie czuję, że może stać się, wbrew intencjom zespołu i artysty, źródłem docinków i szydery. Nieżyczliwi złośliwcy, których nie brakuje, mogą sugerować, że zespół ze swoją muzyką, podobnie jak okładkowy człowieczek z parasolem, porusza się w koło po tej samej, ciągle powtarzającej się trasie. Ja osobiście zdecydowanie i w sposób jednoznaczny odcinam się od takiej paskudnej interpretacji. Uwielbiam Uriah Heep z ich charakterystycznym, wypracowanym od lat stylem i chciałbym, aby grali tak długo jak tylko starczy im sił i chęci.

Jestem pełen podziwu dla zespołu. Forma muzyczna, było nie było starszych panów (Mick Box dobija siedemdziesiątki) jest doprawdy imponująca. Żadne tam emeryckie granie, żadne odcinanie kuponów od dawnej sławy, zero oszczędzania się i smęcenia. Energia, wigor i żywiołowość wprost biją z najnowszego wydawnictwa Uriah Heep. Czapki z głów! Legenda wiecznie żywa!

Robert Trusiak