Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Metallica - Bez przebaczenia

Metallica - Bez przebaczenia - Joel McIver

Metallica - Bez przebaczenia

Wykonawca:

Joel McIver

8 /10

Gdy piszę te słowa do koncertu Metalliki w naszym kraju pozostał niespełna tydzień. Premiera drugiego wydania biografii zespołu pióra Joela McIvera jest więc świetną okazją do przypomnienia sobie dziejów twórców bestsellerowego "Black Albumu".

"Bez przebaczenia" to de facto "Sprawiedliwość dla wszystkich", książka napisana przez McIvera w 2003 r., poszerzona jednak o ostatnią dekadę historii grupy. Sam autor dopisał rozdziały dotyczące lat 2004-2009, kronikarzem późniejszego okresu stał się zaś Rafał Filipowski odpowiedzialny także za przekład całości z języka angielskiego.   

Skoro kwestie techniczne mamy za sobą, możemy przejść do samej treści. Choć wydana w minionym roku w Polsce biografia Slayera "Krwawe rządy", także pióra Joela, nie przedstawiała nazbyt wysokiej jakości, "Bez przebaczenia" to - obok "Enter Night" Micka Walla - najlepsza pozycja dotycząca Metalliki dostępna na naszym rynku. O ile w przypadku "Krwawych rządów" autor dość pobieżnie prześliznął się przez losy zespołu, "Bez przebaczenia" jest wynikiem faktycznie rzetelniej pracy. McIver nie tylko przeanalizował dość sporą liczbę materiałów prasowych dotyczących grupy, ale także przeprowadził szereg wywiadów z osobami pośrednio i  bezpośrednio związanymi z muzykami (udzielają się m.in. Brian Slagel, Jon Zazula, Ross Halfin, Flemming Rasmussen, Dave Mustaine czy Tom Araya, a to dopiero czubek góry lodowej).   

Opowieść zaczynamy od refleksji na temat bandu autorstwa Toma Fischera z Celtic Frost, by potem przejść do korzeni zespołu czyli najwcześniejszych losów jej późniejszych członków. Właściwie już w tych rozdziałach można zrozumieć fenomen grupy. Napędzana przez wychowanego na przedsiębiorczego pasjonata Larsa Ulricha i tłumiącego swój gniew, ale uzdolnionego muzycznie, Jamesa Hetfielda, którzy postawili wszystko na jedną kartę, Metallica od początku posiadała więcej asów w rękawie od swojej konkurencji…

Kolejne rozdziały nie tylko rzetelnie opisują poszczególne etaty w burzliwej karierze muzyków (pornograficznych anegdotek rodem z "Brudu" ani plotek o rzekomej próbie usunięcia Ulricha ze składu w latach '80 jednak nie oczekujcie), ale także obalają bądź potwierdzają poszczególne mity narosłe wokół "największego zespołu metalowego na świecie". I tak możemy dowiedzieć się, czy faktycznie "Master of Puppets" jest najlepszym albumem gatunku, zastanawiamy się, czy aby Metallica rzeczywiście wynalazła thrash, poznajemy prawdę objawioną na temat "Czarnej płyty" oraz bardziej kontrowersyjnych posunięć James Hetfielda i spółki. Oczywiście przedstawione "analizy" są w gruncie rzeczy czysto subiektywnymi opiniami autora, które niektórych mogą drażnić. Zwłaszcza rozdział dotyczący Cliffa Burtona, który (niestety jak zawsze) przedstawiony jest z każdej strony jako człowiek idealny i muzyczny geniusz, bardziej przypomina żywot świętego aniżeli choćby próbę obiektywnego spojrzenia na basistę.  

W stosunku do twórczości grupy autor nawet nie sili się na obiektywizm. Dla McIvera muzyka metalowa zdaje się być dobra dopiero, gdy jest szybka i agresywna. Żadne tam ballady i melodie! O eksperymentach i odchyleniach stylistycznych również nie powinno być mowy. Stąd dość przewidywalnie pozytywnie ocenia pierwsze cztery płyty (no, piąty w kolejce "Czarny album" też względnie może być), zaś wydane później "Load", "Reload" i "St. Anger" uważa za totalnie schrzanione, z czym oczywiście zgodzi się znaczna część fanów zespołu (chyba nie przez przypadek setlista nadchodzącego koncertu "By request" wygląda jak wygląda). Powrotem do ładu zaś zdaje się być "Death Magnetic". Z powyższym stanowiskiem można oczywiście się nie zgadzać (co niżej podpisany ma na sumieniu), warto jednak pochwalić Joela za szczerość w wyrażaniu swoich poglądów. Gdy do powyższego dodamy laurkę, jaką autor maluje dla Cliffa Burtona (robił to także na łamach swojej biografii basisty "Żyć znaczy umrzeć") zaczynamy rozumieć, że mamy do czynienia z postawą trochę inną od tej, jaką przedstawiał Mick Wall w "Enter Night". Choćby z tego powodu warto zapoznać się z obiema książkami, bowiem stanowiska obu dziennikarzy świetnie prezentują, jak kontrowersyjnym zespołem jest Metallica.

Najważniejsze w biografii są jednak fakty. A tych jest całkiem sporo. Może w przypadku tej grupy ciężko dowiedzieć już czegokolwiek nowego, jednak dla kogoś, kto zaczyna dopiero przygodę z twórczością zespołu, książka będzie istnym kompendium wiedzy. Tak jak często bywa, szczegółowo opisana została era jurajska, gdy Lars Ulrich poznawał swoje pierwsze fascynacje muzyczne i poszukiwał kolegów do wspólnego grania. Każdy czytelnik z pewnością z wypiekami na twarzy przeczyta zwłaszcza rozdział dotyczący rodzącej się sceny thrashmetalowej. Tą część polecić można tym, dla których Metallica skończyła się na swoim przysłowiowym debiucie. Zwolennicy płyt wydanych w latach '90 nie powinni jednak narzekać. Autor na szczęście uniknął błędu sporej liczby biografów, którzy najczęściej najwięcej uwagi poświęcają najwcześniejszym latom działalności zespołów kosztem tych późniejszych. McIver z prawie taką samą dokładnością i pasją opisał także lata po 1991 r., gdy grupa znalazła się na szczycie rynku muzycznego, by dekadę później odczuć tego bolesne skutki.  

Posłowie dopisał wspomniany Rafał Filipowski. Dotyczy ono głównie okresu promocji "Death Magnetic". Mamy więc przypomniane wprowadzenie zespołu do Rock & Roll Hall Of Fame, wspólną trasę ze Slayerem, Megadeth i Anthrax (w tym dość dobrze zrelacjonowany występ w Warszawie), kolaborację z Lou Reedem, świętowanie 30-lecia istnienia (wraz z opisanymi koncertami rocznicowymi) i kręcenie filmu 3D. Historia kończy się na idei "Metallica by request" czyli w wręcz w obecnym punkcie biografii grupy.

Książka warta polecenia jest zarówno fanom zespołu (a są jeszcze jacyś, którzy jej nie posiadają?) jak i osobom zainteresowanym szeroko pojętym rockiem, ponieważ nie tylko opisuje historię kapeli, ale także jej tło i to, jak zmieniał się rynek muzyczny. Polecam do czytania, zwłaszcza jadąc w pociągu 11 lipca w kierunku Warszawy!

Jacek Walewski