Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Reverie Lagoon: Music For Escapism Only

Reverie Lagoon: Music For Escapism Only - Seahaven

Reverie Lagoon: Music For Escapism Only

Wykonawca:

Seahaven

Gatunek:

Indie rock

8 /10

Seahaven to kalifornijski indie rockowy kwintet (zaczynali jako trio). Na ich debiucie słychać było echa Crime In Stereo czy Brand New. Trzeba przyznać, że wybrali dobry wzór do naśladowania.

"Winter Forever" był zawieszony między klimatycznym, wyciszonym graniem, a bardziej dynamicznym, zwartym, mocniejszym i melodyjnym, ze sporą dozą melancholii. Całości dopełniały teksty o życiu, opuszczeniu, czy poszukiwaniu prawdziwej miłości w świecie. Seahaven można było ustawić w szeregu z kilkoma innymi młodymi indie bandami jak La Dispute, Balance And Composure, Basement czy Daylight. "Winter Forever" dobrze wpasowało się w ten nurt, ale właściwie niczym się nie wyróżniało. Lider zespołu Kyle Soto postanowił to zmienić wraz z drugim długograjem.

Charakter "Reverie Lagoon" znakomicie oddaje okładka. Dwóch kolesi siedzących o zmierzchu nad wodą, oddających się konwersacji o wszystkim i o niczym. Taki klimat. Kalifornijski. Seahaven proponuje tytułową ucieczkę od codzienności opatrzoną w klimatyczne, wyważone, stonowane dźwięki. Idealne do oddania się czy to chwili refleksji, czy beztroski, zależnie od nastroju. Muzyka sączy się niespiesznie, a słuchacz poddaje się kreowanemu przez zespół klimatowi.

Seahaven specjalnie nie zmienił kierunku, wciąż słychać tu wpływy pop punka, emo czy indie. Dorzucono do tego szczyptę surf rocka w stylu The Ziggys. Wszystko gra bez zgrzytu, w końcu te gatunki są pokrewne i łatwo między nimi balansować, jeśli ktoś posiada trochę talentu kompozytorskiego. A Soto ma go wystarczająco dużo.

W przeważającej części album zbudowany jest na delikatnych gitarach, zwiewnych melodiach, stłumionej perkusji oraz subtelnych smykach. Przez czternaście utworów przeplatają się dźwięki gitar (elektrycznych i akustycznych), fortepianu, klawiszy, thereminu, wibrafonu, trąbki, perkusji i smyków. Całość przetykana jest miejscami podkręconą dynamiką i opakowana w naturalne i ciepłe brzmienie. Rezultatem są autentycznie wciągające numery. Klimat tej muzycznej laguny jest raczej melancholijny, ale bez doła.

Właściwie wszystko tu się zgadza, muzyka, okładka, teksty, wokale. To właśnie specyficzny śpiew Soto i jego teksty, niosące ze sobą osobiste historie, sprawiają, że nie jest to jeszcze jedna płyta o niczym, której tylko przyjemnie się słucha. Soto postawił na szczerość przekazu, dzięki czemu "Reverie Lagoon" jeszcze bardziej angażuje słuchacza. Album trwa pięćdziesiąt dwie minuty, ale tego nie czuć, nie dłuży się, bo nie ma zbędnych partii. Kompozycje sprawiają, że słuchacz szybko zanurza się w klimacie i nim się obejrzy nadchodzi czas powrotu do rzeczywistości.

Wydaje się, że Seahaven zrobili krok w dobrym kierunku. Zdjęli moc, postawili na klimat, poprawili aranżacje, wreszcie napisali lepsze numery. Wszystko to sprawia, że ich muzyka przestała wtapiać się w tło. Jest to płyta, do której można wracać, czy to ze względu na same numery czy klimat. Zawieszona między ambientowymi pejzażami a bardziej wyrazistymi strukturami. Można przy niej odprężyć się lub chwilę porozmyślać, zależnie od tego, na co mamy w danym momencie ochotę. Muzyka idealna na lato, nie tylko kalifornijskie.

"Everything has reason. At least I'd like to believe".

Sebastian Urbańczyk