Kup Magazyn Gitarzysta

Oracles - Zaum

Oracles

Wykonawca:

Zaum

Gatunek:

Doom metal

8 /10

Pustynne krajobrazy z karawaną wielbłądów na pierwszym planie, widoczne na okładce "Oracles", idealnie pasują do lipcowego żaru za oknem, ale co z muzyką?

Na szczęście z muzyką jest bardzo dobrze, a nawet jeszcze lepiej, i nie wpływa na to zupełnie ów dość kiczowaty obrazek, zdobiący debiutancki krążek kanadyjskiego duetu z Zaum. Dwójka mieszkańców Kraju Klonowego Liścia do tego stopnia zafascynowała się klimatami Środkowego Wschodu, że nawet tworzone przez siebie dźwięki postanowiła ochrzcić mianem "Middle Eastern mantra doom". Miłośnicy upychania muzyki do rozmaitych gatunkowych szuflad i szufladek powinni być zadowoleni, dostają bowiem elegancką łatkę na tacy. Za to entuzjaści doomowego grania, zachowujący czujność z okazji wzmianki o Środkowym Wschodzie, którym być może przyszła na myśl na przykład cięższa wersja plumkania w stylu Orphaned Land (o zgrozo!), mogą odetchnąć z ulgą.

Wystarczy bowiem zwrócić ucho w zupełnie innym kierunku, a brzmi on Om. W tym momencie wszystko staje się jasne, bo niewątpliwie zacne inspiracje Om (w końcu jak czerpać, to tylko od najlepszych) są tu bardzo, ale to bardzo wyraźnie słyszalne. Mógłbym nawet stwierdzić, że to, delikatnie mówiąc, umiejętna zrzynka, ale tego nie zrobię, bo "Oracles" po prostu za bardzo mi się podoba. Zaum doskonale oddaje mantryczny charakter i uduchowiony klimat znany z twórczości Amerykanów, a jednocześnie - mimo wszystko - przekształca go i podaje po swojemu. Dochodzi do tego jeszcze tematyka nawiązująca do dziejów starożytnego Środkowego Wschodu, gdzie co chwila z pobudek religijnych dochodziło do rozlewów krwi i… "Oracles" staje się płytą spójną pod każdym względem.

Muzyczny szkielet Zaum oparty został na perkusji Christophera Lewisa oraz brzmieniu basu, czasem przepuszczonego przez różnorakie efekty, za który odpowiada Kyle Alexander McDonald. Gitara w wizji duetu już się nie zmieściła, natomiast kolejne dźwiękowe warstwy albumu utkano przy wykorzystaniu zróżnicowanego wokalu, syntezatora oraz podpiętego do basówki efektu wytwarzającego dźwięk sitara. Ów efekt jest tu zresztą w użyciu niemal non stop, nadając płycie bardzo drone'owego klimatu. Za wszystkie te elementy odpowiada człowiek-orkiestra - wspomniany już McDonald. Sam opis sprzętu dowodzi, że nie techniczne popisy są priorytetem zespołu. Tu ważne jest jednostajne wolne tempo, hipnotyczna, nieco monotonna atmosfera, drone i swoista obrzędowość.

"Oracles" zdecydowanie lepiej nadaje się do kontemplacji niż do wypełniania tła i tzw. umilania czasu, a kto nie toleruje tego, co oferuje Om, nie zaprzyjaźni się również z Zaum. Jednak wszyscy miłośnicy podobnego grania powinni koniecznie zapoznać się z propozycją kanadyjskiego duetu. Album wciąga błyskawicznie i skutecznie, a 48 minut rozdzielonych między cztery kompozycje przelatuje w okamgnieniu. Jest na ten materiał jeden sposób - zapętlić płytę i słuchać jej od nowa, i jeszcze raz. I jeszcze. Mantra doom, dawno nie słyszałem trafniejszego określenia.

Szymon Kubicki